sobota, 17 czerwca 2017

Karkonosze: nad Wodospad Panczawski

Karkonosze: nad Wodospad Panczawski
Karkonosze, trasa, śnieżne kotły

Wiedząc, że prognozy na długi są, delikatnie mówiąc, mało optymistyczne, postanowiłam zniszczyć się na zapas już w Boże Ciało. O tym, że niszczenie się zrozumiałam zbyt dosłownie - później. Wybór padł na Karkonosze, które sprawdzają się zawsze, gdy chcę wyjechać na jeden dzień i zrobić konkretną pętlę.
śnieżne kotły, szrenica
Ze Szklarskiej Poręby kieruję się żółtym szlakiem ku Starej Drodze i dalej do schroniska Pod Łabskim Szczytem. Choć trasa ta wygląda mało wymagająco, jest wręcz przeciwnie - to właśnie tutaj nogi zmierzą się dziś z największą sumą przewyższeń.
Śnieżne kotły, szrenica
Czas na chwilę odpoczynku przy eksplorowaniu Kukułczych Skał. To trzy 7-metrowe formacje, z których rozpościera się fantastyczny widok na Szrenicę i okolice.
Kukułcze skały, śnieżne kotły

śnieżne kotły, szrenica
fot. Łukasz Kubik
Po chwili marszu docieram do schroniska Pod Łabskim Szczytem, po drodze mijając idealny przykład pozostałości po osobach, które od natury powinny trzymać się najdalej jak to możliwe, a poniższą naklejkę dostać na stałe przyklejoną na durny łeb.
śnieżne kotły, łabski szczyt

wdospad panczawy, szrenica
Przerwa w schronisku nie jest konieczna, więc ruszam dalej - ku Śnieżnym Kotłom. Niebo zaczyna się odrobinę chmurzyć i robi się chłodniej. W sam raz na chwilę wytchnienia przy dobrym napoju.
śnieżne kotły, karkonosze

wodospad panczawski,szrenica
Na tym etapie daje o sobie znać moje mocno przeciążone ostatnimi biegami kolano. Zdaję sobie sprawę, że tym razem nie obędzie się bez powrotu na krzesełko u ortopedy... Nic to - trzeba iść dalej.
wodospad panczawy

Ostatni punkt programu to Wodospad Panczawski - najwyższy w całych Karkonoszach, Sudetach i Czechach zarazem. Wysokie na 148 metrów kaskady stanowią wspaniały punkt widokowy na Karkonosze i Dolinę Łaby. Tylko spójrzcie!
Niestety, w tym momencie rozładowały mi się baterie od aparatu, toteż muszę posiłkować się zdjęciami, wykonanymi telefonem.
karkonosze

wodospad panczawski

wodospad panczawski
Podsumowując - trasa liczy około 23 kilometrów i 1500 metrów przewyższeń w górę oraz w dół. Całość zajmuje około 8 godzin marszu i tworzy pętlę bez konieczności wracania tą samą drogą. Odcinek Szklarska Poręba - Szrenica - Śnieżne kotły opisałam tutaj. A teraz czas na regenerację umęczonych kolan przed kolejnymi startami i długimi wycieczkami.

środa, 14 czerwca 2017

10 najczęstszych pytań o dietę roślinną

10 najczęstszych pytań o dietę roślinną
co jedzą weganie, czy weganizm jest drogi

Odkąd zdecydowałam się przejść na weganizm, nieustannie zadziwia mnie, jak często ludzie zadają te same pytania o dietę roślinną. Wydaje się ona trudna, monotonna i dostępna tylko dla wybrańców lub, jak kto woli, dziwaków i popaprańców. Wielu sądzi również, że ludzie, żywiący się w ten sposób są agresywni i zaglądają innym w talerz na każdym kroku, zatem nie ma sensu wchodzić z nimi w polemikę albo najlepiej skrzyknąć się w pięciu i zalać ich super śmiesznymi memami o tym jak moje jedzenie sra na twoje. Niestety, powodem negatywnego postrzegania diety roślinnej są często sami weganie, ale o tym może kiedy indziej. Dziś odpowiem na pytania, które słyszę zawsze, gdy ktoś dowie się o tym, że jem same rośliny.

1. To co ty jesz?!

To pytanie jest niekwestionowanym zwycięzcą. Prościej będzie odpowiedzieć, czego nie jem. Weganie nie jedzą mięsa oraz składników pochodzenia zwierzęcego, tj. jajek, nabiału oraz miodu. Wystarczy otworzyć swój umysł na bogactwo smaków, by dostrzec mnogość możliwości, jakie daje kuchnia roślinna. Poniżej prezentuję kilka przykładów tego, co jadam. Temat ten na pewno zostanie jeszcze opisany szerzej.
wegańskie jedzenie, weganizm

2. Skąd bierzesz białko?

Z roślin. Po prostu.
co jedzą weganie, skąd brać białko

 Czy znasz przypadki niedoborów białka? Masz znajomego, który trafił do szpitala z powodu jego braków? Zapewne nie. Takie sytuacje mają miejsce wyłącznie w przypadku osób skrajnie niedożywionych. Ludzie spożywają znacznie więcej białka, niż jest to wskazane. Przyjmuje się, że dla osób mało aktywnych jest to 0,8-1 gram na kilogram masy ciała, a u osób aktywnych ok. 2 gramów. Taką ilość bez problemu dostarczam sobie, jedząc zbilansowane i urozmaicone posiłki, których podstawą są duże ilości warzyw, rośliny strączkowe, nasiona i orzechy.

3. Nie boisz się o niedobory?

Czy taką troską o wyniki badań otaczasz każdą napotkaną osobę, czy przypominasz swoim bliskim o konieczności wykonywania badań profilaktycznych? Niedobory podstawowych składników odżywczych grożą każdej osobie, której dieta charakteryzuje się bylejakością i powszechnym niedbalstwem. Jeśli dbasz o to, co masz na talerzu i regularnie się badasz, nie ma powodów, by martwić się o brak witamin i minerałów. Można jeść jajecznicę na śniadanie, wielki stek na obiad, a kolację w postaci karkówki z grilla zapić dwoma litrami coli i wykończyć się przed pięćdziesiątką, prawda? Weganie mogą żywić się tylko ciastkami Oreo lub przetworzonymi kiełbaskami sojowymi i podzielić los wszystkożerców.

Suplementy, o których należy pamiętać w kontekście niedoborów to:

a) witamina B12, która znajduje się wyłącznie w produktach odzwierzęcych. Jej produkcja odbywa się dopiero w jelicie grubym, zatem nie jesteśmy w stanie zapewnić jej sobie sami.

b) witamina D, co jest konsekwencją klimatu, w którym żyjemy i ilości światła słonecznego w okresie jesienno-zimowym. Wskazanie do jej suplementacji dotyczy wszystkich ludzi, niezależnie od diety.

Oba powyższe nie dotyczą oczywiście wyłącznie wegan, podobnie jak wszystkie inne niedobory od żelaza, przez wapń, skończywszy na magnezie.

4. Skąd bierzesz czas na gotowanie?

Przygotowanie posiłków na pełne dwa dni zajmuje mi zwykle około 40 minut. Z całym szacunkiem dla Marty Dymek, ale codzienne jedzenie nie musi wyglądać jak żywcem wyjęte z kart Jadłonomii. Ugotowanie kaszy, warzyw, zrobienie sałatek czy kanapek to tylko chwila. Wykwintne dania można zostawić sobie na weekend.

5. Czy ty masz w ogóle siłę wstać z łóżka?

I to jaką! Każdy dzień zaczynam tuż po 6:00, a kończę około 23:00. Normą w moim planie dnia są wieczorne biegi, kilkanaście kilometrów pedałowania do pracy czy prawdziwa wyrypa w górach. Oprócz tego pracuję, prowadzę audycje w radiu i udzielam się w stowarzyszeniu. Zresztą...kim ja jestem, żeby stanowić przykład wulkanu siły i energii. Popatrz na tych gości!
co jedzą weganie, weganizm
Torre Washington
sport weganizm
Fendrick Farris 
weganizm a sport
Patrik Baboumian



6. Jak ty się najadasz tymi warzywami?

Pozwól, że coś Ci pokażę. 
co jedzą weganie

Prawdą jest, że po zjedzeniu surowych owoców lub sałatki warzywnej robię się głodna już po 2 godzinach, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by do swoich posiłków dodać bardziej treściwe składniki, takie jak ryż, kasza lub ziemniaki. Kuchnia roślinna ma to do siebie, że można się nią świetnie najeść, ale nie czuć się przy tym ociężałym. Potwierdzają to moi wszystkożerni znajomi.

7. Ile ty musisz zarabiać, żeby tak jeść?

Dieta roślinna najczęściej kojarzona jest w mlekiem migdałowym za 10 złotych, parówkami sojowymi za 8 czy też z zamiennikami produktów odzwierzęcych w postaci serów, kotlecików i innych wynalazków. Jasne, jest to urozmaicenie posiłków, a także spore ułatwienie na początku tej przygody, ale nie o to chodzi. Dla mnie ten sposób żywienia to po prostu nieprzetworzone jedzenie – wielkie ilości sezonowych warzyw i owoców, kasze, ryże, makarony i ziemniaki (bo ziemniaki to życie!). Reszta to tylko przyjemny dodatek i nie należy o tym zapominać.

8. Czy nie masz problemu, by przebywać pośród osób, które jedzą mięso?

Oczywiście! Nie bądźmy hipokrytami. Nie uważam swoich znajomych za krwiożerczych morderców, wszak sama przez wiele lat jadłam zwierzęta bez głębszych refleksji w tym temacie i na pewno nie myślę o sobie w takich kategoriach. Skupiam się na interesujących rzeczach, które razem robimy i na tym, co mam na własnym talerzu. Byle mi nic z niego nie wyjadali! :)

9. Nie masz czasem ochoty na kiełbasę z grilla lub karkówkę?

Nie, bo w tej chwili postrzegam je jako nieżywe zwierzę i nie wyobrażam sobie ich spożycia. Był czas, kiedy miałam ogromną ochotę na jajka i ser. Badania jednoznacznie wskazują, że ten drugi jest silnie uzależniający, więc to właśnie w tym upatruję takiego stanu rzeczy.
dieta roślinna

10. A ryby jesz?

Tak, wszakże ryby to bardzo znana roślina doniczkowa. :)


I tym humorystycznym akcentem kończę dzisiejszą wyliczankę. Liczę, że dzięki swojej obecności tutaj przekonacie się, że weganizm to bardzo prosty styl życia, który ma niezliczoną ilość zalet i naprawdę nie ma w tym nic trudnego. Jeśli cokolwiek Was nurtuje lub po prostu macie ochotę porozmawiać czy też o coś zapytać, nie krępujcie się i używajcie formularza kontaktowego z prawej strony lub ikonki wiadomości na moim profilu na Facebooku.  

środa, 7 czerwca 2017

8 wymówek, by nic nie robić. Twój podręczny zestaw.

8 wymówek, by nic nie robić. Twój podręczny zestaw.
motywacja do ćwiczeń wymówki
Nie chce ci się biegać? Zapłaciłeś 50 zł za Multisporta, ale siedzisz na kanapie z orzeszkami? A może kusi cię, by złośliwie skomentować kolejny wpis znajomego, który właśnie przebiegł 15 kilometrów z Endomondo, ale boisz się, że zarzuci ci zazdrość. Ty oczywiście bez problemu przejechałbyś 50 kilometrów na rowerze co drugi dzień, ale…

Nie martw się, już spieszę z pomocą! Przygotowałam dla ciebie gotowy zestaw wymówek. Możesz ich używać w dowolnej kolejności i kiedy tylko zechcesz. Nie obawiaj się modyfikować poszczególnych punktów w zależności od sytuacji. Najważniejsze, by zawsze ratowały cię z opresji.

1. Pogoda

Włącz AccuWeather lub wyjrzyj za okno i uruchom swoją kreatywność.
Jeśli jest lato i jest za gorąco – możesz zasłabnąć. Zwłaszcza o 6 rano lub po 20:00.
Jeśli pada deszcz – możesz zmoknąć, a statystyki są bezlitosne. 99% biegających w deszczu ulega roztopieniu. Podczas mrozów możesz zmarznąć, a trzy pozostałe pory roku to zbyt krótki czas, by odłożyć pieniądze na softshella. Pieniądze? Nie martw się, w tym temacie też ci pomogę.

2. Jestem zmęczony

Doskonale cię rozumiem. Nikt normalny nie chodzi spać o 22:00, skoro można robić tyle ciekawych rzeczy. Gdy miałeś 20 lat, 5 godzin snu w zupełności wystarczało, więc teraz powinno być podobnie, skoro czujesz się na tyle samo. Przecież nie jesteś na tyle szalony, żeby się zrywać i biegać o świcie.

3. Nie mam czasu

No właśnie – grafik napięty jak baranie jaja to poważny problem. Przecież doba ma tylko 24 godziny, a tablica na Faceboku nie przejrzy się sama. Właśnie ukazał się kolejny sezon House of Cards, a masz do nadrobienia jeszcze kilka odcinków Gry o Tron. To w pełni zrozumiałe, że w tak napięty harmonogram trudno będzie wcisnąć 30-minutowy trening.

4. Nie mam pieniędzy

Tutaj nic nie poradzimy. Jestem pewna, że prowadzisz arkusz w Excelu, gdzie spisujesz wszystkie przychody i wydatki w każdym miesiącu. Nie kupujesz batoników na przystanku, nie wydajesz pieniędzy na bzdurne magazyny, a mimo wszystko nie jesteś w stanie znaleźć funduszy na karnet lub adidasy. Prawda?

5. Mam nadciśnienie/grube kości/cukrzycę/wstaw dowolne

Najlepszą terapią na wszystkie powyższe, a także o wiele więcej schorzeń jest paczka czipsów oraz dużo odpoczynku na kanapie. Przyda się także lampka dobrego wina. Lekarz ci tego nie powiedział?

6. To nudne

Masz rację. Ziewam na samą myśl o przebywaniu sam na sam z nieciekawymi ludźmi i tym, co siedzi im w głowie przez kilkadziesiąt minut ciągiem. Oh, wait...

7. Podczas maratonu/wyścigów/zdobywania szczytu ktoś kiedyś umarł

Masz rację, nie ryzykuj! Twoje bezpieczeństwo jest najważniejsze, a we własnych czterech ścianach na pewno nic ci nie grozi. Tam kostucha nie sięga.

8. Będą się na mnie gapić

Po co psuć sobie nastrój kpiącymi spojrzeniami innych? Wiesz doskonale jak bardzo ciebie samego bawią ludzie, którzy biegają w parku lub właśnie po raz pierwszy wchodzą na Gęsią Szyję.


Mam nadzieję, że zamysł postu jest dla was jasny. Ciągłe usprawiedliwianie siebie i bezczynność nie prowadzi do niczego dobrego. Jeśli nie chcecie się ruszać i efekty takiego wyboru są dla was akceptowalne – ok, nie każdy musi być aktywny, ale jeśli ciągle narzekacie na swoją tkankę tłuszczową, na brak energii do działania i z zazdrością oglądacie te instagramowe sylwetki, to do roboty! Niech jutro będzie dziś. 

poniedziałek, 22 maja 2017

Sky Tower Run - 49 pięter, 1142 schody i 212 metrów

Sky Tower Run - 49 pięter, 1142 schody i 212 metrów
sky tower bieg
www.wroclaw.eska.pl
20 maja odbyła się kolejna edycja Sky Tower Run, która dla mnie była pierwszą. Dlaczego zapisałam się na ten bieg? Chyba dla urozmaicenia i spróbowania czegoś nietypowego, a może pod wpływem impulsu, bo zawsze z zazdrością oglądałam relacje z tego wydarzenia. Nie wiedziałam, czego się spodziewać i jak takie zawody wyglądają w praktyce.

Zapisujemy się na konkretną godzinę i 10-15 minut przed tym czasem jesteśmy wpuszczani do strefy startowej, która znajduje się na parterze galerii handlowej. Uczestnicy biegną co 20 sekund, ale dotarcie do klatki schodowej nie wlicza się do naszego czasu, więc nie warto spalać się już na początku. Zaczynamy!
*Start: prezenter pyta o nastrój. Odpowiadam, że chce tam tylko dobiec i się stresuję. Ludzie w strefie startowej kibicują.
*10. piętro: kurde, jest trudniej, niż się spodziewałam. Tętno milion.
*15. piętro: ratownicy pytają przechodzących (trudno nazwać to biegiem) o samopoczucie. Mówię, że jest świetnie i bardzo proszę o wysłanie sms-a o treści POMAGAM.
*20. piętro: to jeszcze nie połowa. Czy ja tam w ogóle wejdę? Jakoś wejdę, bo wstyd.
*30. piętro: już połowa za mną? Nie ma dramatu, przynajmniej jestem przytomna.
*39. piętro: ktoś za mną zaczyna wchodzić na czworakach. Dyszę: dasz radę, to ostatnie dziesięć, choć sama nie wyglądam jakbym miała to zrobić.
*49. piętro: I did it!!! Stoję na samym szczycie Sky Towera, widoki są nieziemskie, a moją szyję zdobi medal. Jestem zwycięzcą!
Wtem...podchodzi do mnie Pan Edward, gratuluje i pyta jak mi się "biegło". Sam zastanawia się, czy utrzyma rekord Polski w swojej kategorii wiekowej, bo wbiegł na metę z czasem 9:13. Pan Edward ma 78 lat. Chcę być jak Pan Edward.

 Przed startem byłam przekonana, że będę sobie powoli truchtać aż do ostatniego piętra, jednak rzeczywistość pokazała, że jest to raczej Sky Tower Walk. Jedni wchodzili szybciej, inni wolniej, ale na bieg pozwalali sobie chyba tylko prawdziwi wymiatacze jak Piotr Łobodziński, który utrzymał tytuł mistrza Polski z czasem 04:55. Do takich można zaliczyć również zawodników, którzy postanowili utrudnić sobie proces dotarcia do mety, na przykład zakładając rynsztunek bojowy w ramach Mistrzostw Polski Strażaków lub strój motocyklowy.
sky tower bieg

sky tower bieg

Nie było to łatwe doświadczenie, ale pokazało mi, że kondycyjnie jest jeszcze wiele do zrobienia. Biegi miejskie i wędrówki górskie nie wystarczą za przygotowanie, ale dały mi punkt wyjścia, bo jest z czego obcinać minuty. W drodze do Sky Towera zadawałam sobie pytanie, czy to, co znajduje się w puszce pomiędzy moimi uszami rzeczywiście istnieje, bo biegi to jedno, górskie wyrypy to drugie, ale bieganie po schodach jest już lekką przesadą. W sobotę rano marzyłam, żeby tylko dotrzeć do mety.
Obawy okazały się bezzasadne, bo przy biegach kilka razy w tygodniu można zrobić to bez większego problemu. Jeśli jednak chcemy uzyskać dobry czas, warto wprowadzić także treningi na schodach. Jestem przekonana, że to bardzo by mi pomogło i o to doświadczenie będe mądrzejsza za rok.
sky tower run medal

Gorąco zachęcam biegających do spróbowania swoich sił w kolejnych edycjach, bo organizacja Sky Tower Run jest na świetnym poziomie. Oprócz medalu i ogromnej dumy z siebie, nagrodą jest także zapierający dech w piersiach widok z 49. piętra wieży.

piątek, 5 maja 2017

Dolny Śląsk: Ślęża. Co to jest różowy szlak?!

Dolny Śląsk: Ślęża. Co to jest różowy szlak?!
Ślęża jak dojść dojazd Sobótka
Chyba pierwszy raz w życiu miałam prawdziwą majówkę. Taką bez pracy 2 maja, bez konieczności robienia czegokolwiek i z miliardem pomysłów do zrealizowania. A potem nadeszły prognozy. Okazało się, że z tych 5 dni tylko 2 będą względnie suche, więc musiałam zrealizować plan w pigułce. Na pierwszy ogień poszła Ślęża, najwyższy szczyt Przedgórza Sudeckiego. Jako Wrocławianka na jej szczycie stawałam już niezliczoną ilość razy, toteż tym razem wynalazłam coś innego – "różowy" szlak.

Wiem, co myślicie – nie ma czegoś takiego jak różowy szlak. To po prostu skrót myślowy, ponieważ szlaku, który dziś opiszę teoretycznie nie ma – ani na mapach, ani na oznaczeniach w terenie. Na drzewach widnieją jednak kleksy różowego sprayu.
Ślęża różowy szlak

Startujemy z parkingu w Sobótce (ul. Armii Krajowej) i udajemy się w kierunku żółtego szlaku na Wieżycę. Przymykamy oczy i ignorujemy pierwszą pokusę, skręcając w lewo.
Ślęża jak dojechać
 Ten wariant oferuje nam świetne widoki na Sudety, a także lekki wzrost tętna, bo jest nieco stromy. Chwila przerwy na obserwacje z wieży Bismarcka (obiekt czynny jest tylko w weekendy w miesiącach letnich) i ruszamy dalej. 

Po minięciu sporej wiaty jadalnej ciągle trzymamy się żółto-czerwonego już szlaku aż do rozwidlenia dróg. W pewnym momencie skręci on w prawo i wtedy my, niczym prawdziwi buntownicy, odbijamy w lewo, ku leśnej drodze utrzymując wzmożoną uwagę. Różowy szlak rozpoczyna się kamiennymi schodami, które bez większych problemów dostrzeżecie po swojej prawej stronie.  
Ślęża różowy szlak dojazd
Nie dostrzeżecie natomiast ludzi i to jest w tym wariancie najpiękniejsze. Miejscami na drzewach widoczne są także zielone oznaczenia właściwe dla ścieżki przyrodniczej. Warto być uważnym, bowiem na jednej ze skał znajduje się twarz Jezusa, a kawałek dalej źródło Anny. Tych źródeł w Masywie Ślęży jest o wiele więcej. Ciekawą trasę ich śladem znajdziecie tutaj.


Szczyt, jak to szczyt w długi weekend – pełen ludzi, ale i niezwykle interesujących nowości. 
Ślęża jak wejść
Kościół (katolicki, żeby było ciekawie) został już mocno odnowiony, a na trawie stanęła sporej wielkości wiata. To jedno z najciekawszych miejsc w Polsce, które każdy miłośnik klimatów prasłowiańskich powinien dopisać do swojej listy podróżniczej. Choć góra ma zaledwie 718 m.n.p.m., kryje w sobie wiele legend i tajemnic, a mnogość wariantów wejścia na szczyt sprawia, że nie znudzi się, nim odkryjemy je wszystkie.

środa, 26 kwietnia 2017

Relacja: Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si we Wrocławiu

Relacja: Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si we Wrocławiu
Bieg kobiet zawsze pierwsi
W minioną niedzielę, gdy wytrawni biegacze pokonywali królewski dystans w Warszawie i Łodzi, we Wrocławiu odbyła się kolejna edycja Biegu Kobiet. Tym razem zainteresowanie było tak duże, że uczestniczki podzielono na dwie tury po 1000 osób każda. Rok temu nie mogłam w pełni skupić się na fizycznym wymiarze imprezy, bowiem byłam także jednym z wystawców, a to oczywiście wiązało się z pewnymi obowiązkami, włączając w to wejście na scenę tuż po przekroczeniu linii mety z twarzą koloru buraka. Mimo wszystko był i zawsze będzie on najważniejszym dla mnie biegiem, bo tym pierwszym, który miał przesądzić, czy takie masowe pocenie się jest czymś, czemu chcę poświęcać swoją energię.
Biorąc pod uwagę moją obecną aktywność, odpowiedź jest jasna.
Bieg Kobiet we Wroclawiu 2017
www.gazetawroclawska.pl

Bieg Kobiet to wydarzenie z bardzo ważnym przesłaniem. Ma on na celu zwrócić uwagę na problem nowotworów, a także promować i nagłaśniać konieczność wykonywania badań profilaktycznych wśród Pań. Na dowód tego w pakietach startowych znalazł się kupon, uprawniający do bezpłatnej cytologii.

Pierwsza fala, do której byłam zapisana startowała o 12:00 z małym haczykiem. Nie było żadnego problemu z ustawieniem się we właściwym odstępie od linii startu, ani, co zdarza mi się niezwykle rzadko, z utrzymaniem swojego tempa bez wpadania na plecy innych biegnących. No właśnie...a propos. Odkąd startuję w biegach masowych, zawsze wzorowo trzymam swoje tempo, nie dając się ponieść emocjom, towarzyszącym ściganiu się z innymi startującymi, bo wiem jak istotne jest to, by za szybko się nie spalić. Tym razem jednak wstąpił we mnie szatan i już po drugim kilometrze spostrzegłam na zegarku, że zdecydowanie za mocno wystartowałam. Efekt można sobie wyobrazić, zwłaszcza, że od rana czułam niedobór energii, co tym bardziej powinno trzymać mnie z dala od takich pomysłów. Typowy błąd nowicjusza, wstyd. :)
Bieg Kobiet we Wrocławiu
Ta pani już wie, co odwaliła. :)

Oznaczenia na trasie były jasne i zrozumiałe, teren przy Pergoli przyjemny, a i ciemne chmury, wiszące od rana schowały się na te pół godziny. Uczestniczkom startującym o 13:00 czas umilał pan prowadzący oraz partnerzy biegu, których stoiska można było odwiedzić przy Hali Stulecia.
Bieg Kobiet zawsze pierwsi
www.gazetawroclawska.pl

Na końcu na finiszujące panie czekała tradycyjnie butelka wody i medal, który stał się kością niezgody. Startuję głównie w imprezach, organizowanych przez Pro-run, więc rzeczywiście jestem przyzwyczajona do pewnej jakości tych drobnych nagród, otrzymywanych na mecie, ale mimo wszystko należy pamiętać, że to tylko symboliczna pamiątka. Może organizatorki wyciągną wnioski na przyszłość i za rok otrzymamy prawdziwe dzieło sztuki.
Bieg Kobiet Wrocław 2017

Podsumowując - polecam gorąco wystartować w jednej z takich różowych imprez. Na udział decydują się osoby w każdym możliwym rozmiarze i wieku. Trasa liczy jedynie 5 kilometrów, co pozwala na pokonanie jej przez każdą przeciętnie sprawną panią, która sumiennie przyłoży się do treningów. Kto wie, być może Bieg Kobiet także dla ciebie okaże się początkiem wielkiej przygody i punktem wyjścia do dłuższych dystansów?

Tu znajdziesz informacje o szczegółach i datach imprez: Kobieta w Biegu

czwartek, 6 kwietnia 2017

O co chodzi z tym bieganiem? Jak zacząć?

O co chodzi z tym bieganiem? Jak zacząć?
Jak zacząć biegać
Być może zimą zdarza się to rzadziej, ale u progu wiosny zapewne widzisz masę biegających ludzi. Są w centrach miast, w parkach i lasach, a być może nawet wśród twoich znajomych na facebooku. O co im chodzi? Dlaczego potrafią z własnej woli wstawać skoro świt i cieszą się z przemieszczania w kółko i wypluwania płuc? Dzisiaj zdradzę wam ich sekret i przybliżę, dlaczego to robią, a właściwie...dlaczego to robiMY. I - co najważniejsze -  jak do nas dołączyć!

Dlaczego biegam?

Bo mogę
Jak biegać

Po prostu. Mam względnie zdrowe nogi, co pozwala mi na pokonywanie średnich dystansów. Był czas, kiedy nie mogłam (według niektórych ortopedów trwa on nadal), więc teraz doceniam tę możliwość.

Bo mnie to nie ogranicza
Jak zacząć biegać

Nie mam karnetu do opłacenia, nie obowiązuje mnie grafik zajęć, ani nawet konkretne miejsce, które akceptuje popularne karty sportowe. Mogę biegać nad morzem, w mieście, do którego przyjechałam przypadkiem, w górach, wokół własnego bloku, a nawet po schodach wewnątrz.

Bo wysiłek uspokaja
Jak zacząć biegać

To nie odnosi się jedynie do biegania, a do każdego wysiłku. Ilekroć mam zły dzień, gorszy humor albo, a nawet przede wszystkim, gdy nie wiem co zrobić w ważnej dla mnie sytuacji – idę biegać lub robię 20-30 km w górach. Jeśli jakimś cudem odpowiedź nie pojawi się w mojej głowie, a problem nadal wydaje się mieć znaczenie, to oznacza, że czas wyjąć potężne działa. Ma to jednak miejsce w niewielu przypadkach.

Bo to niedrogie hobby

Jedyne tanie hobby, jakie mam. Tu wystarczy jedynie kupić dobre obuwie. Reszta to już bajery. Sądzę, że na zakup pulsometru, kolorowej odzieży najlepszych marek czy też zegarka z GPS przyjdzie czas, gdy uznasz, że chcesz zacząć robić to na poważnie i znacząco poprawiać swoje wyniki, by stawać na podium. Do tego momentu wystarczą ci buty i wygodny strój.

Tu każdy wygrywa
Jak biegać

A propos podium – nieważne, ile zajmie ci przebiegnięcie 5 czy 10 kilometrów – medal otrzymuje każdy, kto przekroczy linię mety. Po zdobyciu jednego, głód wzrasta. Chcesz mieć ich więcej i pobijać własne rekordy. I to właśnie ich codzienne pobijanie jest najważniejszym zwycięstwem.

„Nie ma tak na­prawdę po­wodu. Tylko ta ad­re­na­lina na starcie i to uczucie, które to­wa­rzyszy Ci, kiedy prze­kra­czasz linię mety i wiesz, że wy­grałaś bez względu na to, które za­jęłaś miejsce.” (Co­urtney Parsons)

Bo to uzależnia

Z ręką na sercu – zawsze uśmiechałam się pod nosem, gdy czytałam, że twarz zalana potem i płuca, błagające o litość uzależniają. Okazało się, że tak się dzieje, bo bardzo szybko przestajesz wypluwać swoje organy wewnętrzne. To, że za pierwszym razem nie przebiegniesz nawet 2 kilometrów jest normalne, zwłaszcza, jeśli ruch nie był do tej pory twoją codziennością. Ja zaczęłam od 2-3 km, które przebiegłam z trudem. Dzisiaj do kolacji biegam sobie dyszki i nie mam z tym żadnego problemu.

Można spożywać takie rzeczy:
Jak zacząć

...i mieścić się we framudze bez pomocy osób trzecich.
Przeciętny 5-kilometrowy trening spala kilkaset kalorii. Dłuższe biegi odpowiednio więcej, a oczywiście posiłek po porządnych ćwiczeniach się należy, prawda? Nadmienię tylko, że wszystko, co widzicie to posiłki wykonane w 100% z roślin, ale o tym innym razem.

Dobrze, fajnie to wygląda, ale jak mam zacząć?

  1. Kupić odpowiednie buty
To naprawdę ważne, żeby truchtać sobie radośnie bez ryzyka kontuzji. Gdy kupiłam swoje kolorowe Reeboki, to aż paliłam się, żeby je założyć. Takie były piękne!

  1. Po prostu wyjść z domu 

    To jest najważniejsze. Nie zastanawiaj się nad tym tygodniami, nie oglądaj miliardów motywacyjnych obrazków, tylko rusz tyłek i wyjdź. Rób marszobiegi i ciesz się tym, zamiast myśleć, że inni już dawno biegają maratony. Wiosenna pogoda idealnie nadaje się do rozpoczęcia przygody z bieganiem. Mrozy lub upały mogą zniechęcić słabsze charaktery.

  1. Skorzystać z planów Trenera Biegania

    To człowiek, który wie co robi. Znajdziesz tu szczegółowo opisane plany dla absolutnie początkujących, ale także dla tych, którzy chcą poprawić swój czas na dłuższych dystansach.
    Więcej informacji znajdziesz tutaj.

  2.  Zapisać się na zawody
Serio. Nie mam pojęcia, co mi odbiło, ale opłaciłam start w zawodach biegowych. Biegałam tylko za autobusem, nie miałam odpowiednich butów i uważałam, że to jedyny sport, który jest durny i zupełnie nie dla mnie. I nagle musiałam zacząć biegać, bo przecież nie skompromituję się przed paroma setkami ludzi, stając i dysząc co 500 metrów. Pierwsze treningi w środku zimy były często przeplatane marszem i myślami, że naprawdę nie rozumiem tego całego zachwytu. Na dodatek byłam przekonana, że inni biegający w parku śmieją się w duchu z moich pokracznych prób. Do czasu aż podbiegł do mnie chłopak i wręczył ulotkę… półmaratonu górskiego. Myślałam, że pęknę ze śmiechu, ale przynajmniej nie wysłał sms-a o treści POMAGAM… Nie wyglądało to chyba tak źle.

I nagle okazało się, że wieczorem odruchowo zakładam strój i wychodzę na ten mróz, nie mogąc się doczekać tego, co w publikacjach nazywane jest euforią biegacza. Piszą też o sraczce biegacza, ale na razie nie zawracajcie sobie tym głowy. Przecież nie biegniecie od razu po brąz...
Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger