środa, 26 kwietnia 2017

Relacja: Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si we Wrocławiu

Relacja: Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si we Wrocławiu
Bieg kobiet zawsze pierwsi
W minioną niedzielę, gdy wytrawni biegacze pokonywali królewski dystans w Warszawie i Łodzi, we Wrocławiu odbyła się kolejna edycja Biegu Kobiet. Tym razem zainteresowanie było tak duże, że uczestniczki podzielono na dwie tury po 1000 osób każda. Rok temu nie mogłam w pełni skupić się na fizycznym wymiarze imprezy, bowiem byłam także jednym z wystawców, a to oczywiście wiązało się z pewnymi obowiązkami, włączając w to wejście na scenę tuż po przekroczeniu linii mety z twarzą koloru buraka. Mimo wszystko był i zawsze będzie on najważniejszym dla mnie biegiem, bo tym pierwszym, który miał przesądzić, czy takie masowe pocenie się jest czymś, czemu chcę poświęcać swoją energię.
Biorąc pod uwagę moją obecną aktywność, odpowiedź jest jasna.
Bieg Kobiet we Wroclawiu 2017
www.gazetawroclawska.pl

Bieg Kobiet to wydarzenie z bardzo ważnym przesłaniem. Ma on na celu zwrócić uwagę na problem nowotworów, a także promować i nagłaśniać konieczność wykonywania badań profilaktycznych wśród Pań. Na dowód tego w pakietach startowych znalazł się kupon, uprawniający do bezpłatnej cytologii.

Pierwsza fala, do której byłam zapisana startowała o 12:00 z małym haczykiem. Nie było żadnego problemu z ustawieniem się we właściwym odstępie od linii startu, ani, co zdarza mi się niezwykle rzadko, z utrzymaniem swojego tempa bez wpadania na plecy innych biegnących. No właśnie...a propos. Odkąd startuję w biegach masowych, zawsze wzorowo trzymam swoje tempo, nie dając się ponieść emocjom, towarzyszącym ściganiu się z innymi startującymi, bo wiem jak istotne jest to, by za szybko się nie spalić. Tym razem jednak wstąpił we mnie szatan i już po drugim kilometrze spostrzegłam na zegarku, że zdecydowanie za mocno wystartowałam. Efekt można sobie wyobrazić, zwłaszcza, że od rana czułam niedobór energii, co tym bardziej powinno trzymać mnie z dala od takich pomysłów. Typowy błąd nowicjusza, wstyd. :)
Bieg Kobiet we Wrocławiu
Ta pani już wie, co odwaliła. :)

Oznaczenia na trasie były jasne i zrozumiałe, teren przy Pergoli przyjemny, a i ciemne chmury, wiszące od rana schowały się na te pół godziny. Uczestniczkom startującym o 13:00 czas umilał pan prowadzący oraz partnerzy biegu, których stoiska można było odwiedzić przy Hali Stulecia.
Bieg Kobiet zawsze pierwsi
www.gazetawroclawska.pl

Na końcu na finiszujące panie czekała tradycyjnie butelka wody i medal, który stał się kością niezgody. Startuję głównie w imprezach, organizowanych przez Pro-run, więc rzeczywiście jestem przyzwyczajona do pewnej jakości tych drobnych nagród, otrzymywanych na mecie, ale mimo wszystko należy pamiętać, że to tylko symboliczna pamiątka. Może organizatorki wyciągną wnioski na przyszłość i za rok otrzymamy prawdziwe dzieło sztuki.
Bieg Kobiet Wrocław 2017

Podsumowując - polecam gorąco wystartować w jednej z takich różowych imprez. Na udział decydują się osoby w każdym możliwym rozmiarze i wieku. Trasa liczy jedynie 5 kilometrów, co pozwala na pokonanie jej przez każdą przeciętnie sprawną panią, która sumiennie przyłoży się do treningów. Kto wie, być może Bieg Kobiet także dla ciebie okaże się początkiem wielkiej przygody i punktem wyjścia do dłuższych dystansów?

Tu znajdziesz informacje o szczegółach i datach imprez: Kobieta w Biegu

czwartek, 6 kwietnia 2017

O co chodzi z tym bieganiem? Jak zacząć?

O co chodzi z tym bieganiem? Jak zacząć?
Jak zacząć biegać
Być może zimą zdarza się to rzadziej, ale u progu wiosny zapewne widzisz masę biegających ludzi. Są w centrach miast, w parkach i lasach, a być może nawet wśród twoich znajomych na facebooku. O co im chodzi? Dlaczego potrafią z własnej woli wstawać skoro świt i cieszą się z przemieszczania w kółko i wypluwania płuc? Dzisiaj zdradzę wam ich sekret i przybliżę, dlaczego to robią, a właściwie...dlaczego to robiMY. I - co najważniejsze -  jak do nas dołączyć!

Dlaczego biegam?

Bo mogę
Jak biegać

Po prostu. Mam względnie zdrowe nogi, co pozwala mi na pokonywanie średnich dystansów. Był czas, kiedy nie mogłam (według niektórych ortopedów trwa on nadal), więc teraz doceniam tę możliwość.

Bo mnie to nie ogranicza
Jak zacząć biegać

Nie mam karnetu do opłacenia, nie obowiązuje mnie grafik zajęć, ani nawet konkretne miejsce, które akceptuje popularne karty sportowe. Mogę biegać nad morzem, w mieście, do którego przyjechałam przypadkiem, w górach, wokół własnego bloku, a nawet po schodach wewnątrz.

Bo wysiłek uspokaja
Jak zacząć biegać

To nie odnosi się jedynie do biegania, a do każdego wysiłku. Ilekroć mam zły dzień, gorszy humor albo, a nawet przede wszystkim, gdy nie wiem co zrobić w ważnej dla mnie sytuacji – idę biegać lub robię 20-30 km w górach. Jeśli jakimś cudem odpowiedź nie pojawi się w mojej głowie, a problem nadal wydaje się mieć znaczenie, to oznacza, że czas wyjąć potężne działa. Ma to jednak miejsce w niewielu przypadkach.

Bo to niedrogie hobby

Jedyne tanie hobby, jakie mam. Tu wystarczy jedynie kupić dobre obuwie. Reszta to już bajery. Sądzę, że na zakup pulsometru, kolorowej odzieży najlepszych marek czy też zegarka z GPS przyjdzie czas, gdy uznasz, że chcesz zacząć robić to na poważnie i znacząco poprawiać swoje wyniki, by stawać na podium. Do tego momentu wystarczą ci buty i wygodny strój.

Tu każdy wygrywa
Jak biegać

A propos podium – nieważne, ile zajmie ci przebiegnięcie 5 czy 10 kilometrów – medal otrzymuje każdy, kto przekroczy linię mety. Po zdobyciu jednego, głód wzrasta. Chcesz mieć ich więcej i pobijać własne rekordy. I to właśnie ich codzienne pobijanie jest najważniejszym zwycięstwem.

„Nie ma tak na­prawdę po­wodu. Tylko ta ad­re­na­lina na starcie i to uczucie, które to­wa­rzyszy Ci, kiedy prze­kra­czasz linię mety i wiesz, że wy­grałaś bez względu na to, które za­jęłaś miejsce.” (Co­urtney Parsons)

Bo to uzależnia

Z ręką na sercu – zawsze uśmiechałam się pod nosem, gdy czytałam, że twarz zalana potem i płuca, błagające o litość uzależniają. Okazało się, że tak się dzieje, bo bardzo szybko przestajesz wypluwać swoje organy wewnętrzne. To, że za pierwszym razem nie przebiegniesz nawet 2 kilometrów jest normalne, zwłaszcza, jeśli ruch nie był do tej pory twoją codziennością. Ja zaczęłam od 2-3 km, które przebiegłam z trudem. Dzisiaj do kolacji biegam sobie dyszki i nie mam z tym żadnego problemu.

Można spożywać takie rzeczy:
Jak zacząć

...i mieścić się we framudze bez pomocy osób trzecich.
Przeciętny 5-kilometrowy trening spala kilkaset kalorii. Dłuższe biegi odpowiednio więcej, a oczywiście posiłek po porządnych ćwiczeniach się należy, prawda? Nadmienię tylko, że wszystko, co widzicie to posiłki wykonane w 100% z roślin, ale o tym innym razem.

Dobrze, fajnie to wygląda, ale jak mam zacząć?

  1. Kupić odpowiednie buty
To naprawdę ważne, żeby truchtać sobie radośnie bez ryzyka kontuzji. Gdy kupiłam swoje kolorowe Reeboki, to aż paliłam się, żeby je założyć. Takie były piękne!

  1. Po prostu wyjść z domu 

    To jest najważniejsze. Nie zastanawiaj się nad tym tygodniami, nie oglądaj miliardów motywacyjnych obrazków, tylko rusz tyłek i wyjdź. Rób marszobiegi i ciesz się tym, zamiast myśleć, że inni już dawno biegają maratony. Wiosenna pogoda idealnie nadaje się do rozpoczęcia przygody z bieganiem. Mrozy lub upały mogą zniechęcić słabsze charaktery.

  1. Skorzystać z planów Trenera Biegania

    To człowiek, który wie co robi. Znajdziesz tu szczegółowo opisane plany dla absolutnie początkujących, ale także dla tych, którzy chcą poprawić swój czas na dłuższych dystansach.
    Więcej informacji znajdziesz tutaj.

  2.  Zapisać się na zawody
Serio. Nie mam pojęcia, co mi odbiło, ale opłaciłam start w zawodach biegowych. Biegałam tylko za autobusem, nie miałam odpowiednich butów i uważałam, że to jedyny sport, który jest durny i zupełnie nie dla mnie. I nagle musiałam zacząć biegać, bo przecież nie skompromituję się przed paroma setkami ludzi, stając i dysząc co 500 metrów. Pierwsze treningi w środku zimy były często przeplatane marszem i myślami, że naprawdę nie rozumiem tego całego zachwytu. Na dodatek byłam przekonana, że inni biegający w parku śmieją się w duchu z moich pokracznych prób. Do czasu aż podbiegł do mnie chłopak i wręczył ulotkę… półmaratonu górskiego. Myślałam, że pęknę ze śmiechu, ale przynajmniej nie wysłał sms-a o treści POMAGAM… Nie wyglądało to chyba tak źle.

I nagle okazało się, że wieczorem odruchowo zakładam strój i wychodzę na ten mróz, nie mogąc się doczekać tego, co w publikacjach nazywane jest euforią biegacza. Piszą też o sraczce biegacza, ale na razie nie zawracajcie sobie tym głowy. Przecież nie biegniecie od razu po brąz...

piątek, 31 marca 2017

Dolny Śląsk. Kajakiem po Dolinie Baryczy

Dolny Śląsk. Kajakiem po Dolinie Baryczy
Milicz Stawy Kajaki
Nawet najbardziej zapalony górołaz schodzi czasem w niziny, ale fotelowa stagnacja nie jest mi znana na żadnej wysokości n.p.m. Już za chwilę zaczniemy zastanawiać się, co ciekawego można robić podczas majówki. Dzisiaj przedstawię wam propozycję nizinną. Panie i Panowie – przed wami największy w Polsce Park Krajobrazowy Dolina Baryczy widziany z kajaka.

Ten typ sportu nigdy nie był moim ulubionym i, gdy po raz pierwszy od 10 lat pływałam kajakiem podczas spotkania z przyjaciółmi, utwierdziłam się w przekonaniu, że brak mi podstawowej koordynacji ruchowej. Jedynym plusem wyprawy było wzbudzenie radości u pozostałych kajakarzy. Dwa lata później zrobiłam kolejne podejście, ale z innym towarzyszem kajakarskiej niedoli. I to był strzał w dziesiątkę! Wystarczyło na początku wyznaczać tempo odliczaniem i wszystko okazało się łatwiejsze! :) Od tamtego dnia uwielbiam kajaki i mam zamiar pływać nimi nawet po Wrocławiu!

Jeśli popularne cele wycieczkowe podczas długich weekendów was odrzucają, taki spływ będzie doskonałym pomysłem na zaznanie odrobiny samotności. W końcu Barycz ma prawie 140 km, z czego 120 km można pokonać kajakiem. Taki dystans zajmie nam jednak kilka dni, więc w przypadku jednodniowego wypadu polecam trasę Milicz – Żmigród lub skrócenie jej do Sułowa dla mniej zaprawionych.
Kajaki Dolina Baryczy

Kajaki Barycz

Te tereny to ewenement na skalę europejską. Oprócz znanego w całym kraju karpia, w otoczeniu wielu stawów na stałe rezyduje niemal 170 gatunków ptactwa (w ciągu roku można spotkać ich prawie 300!), a także uroczy konik polski, którego spotkamy na trasie spływu. Jednym słowem – raj dla każdego miłośnika natury. Polecam przemierzać go nie tylko drogą wodną, ale także pieszo lub rowerem. Nie będziecie zawiedzeni.

piątek, 24 marca 2017

Czy na Grzesia potrzebny jest czekan? Lekcja pokory.

Czy na Grzesia potrzebny jest czekan? Lekcja pokory.
Grześ, Rakoń, Wołowiec
Moją pierwsza myślą po przeczytaniu takiego pytania byłoby to, że ktoś znowu zbiera najzabawniejsze pytania tatrzańskich turystów w jeden artykuł. Drugą, że to podsumowanie niektórych postów w tatrzańskich grupach internetowych. I pewnie uśmiechnęłabym się pod nosem, bo przecież kto pyta, nie błądzi, ale jednak brzmi to zabawnie. I w tym przypadku was, moi drodzy, zaskoczę. Bo, by wejść na ten niepozorny szczyt, możemy potrzebować tego małego przyjaciela.

Ale od początku... Jak pewnie zauważyliście, początkiem marca wybrałam się w Tatry, gdyż tęsknota przybrała wymiar, utrudniający funkcjonowanie pośród ludzi. Tygodniowy urlop rozpoczęłam w Tatrach Wysokich, a zakończyłam w ich zachodniej części. I o tej drugiej dziś wam opowiem.

W 2016 roku wymyśliłam sobie popularną trasę zimowych spacerów: Wołowiec przez Grzesia i Rakoń. Latem taki trekking może dać wędrowcowi ledwie sapnięcie, ale zimą może być różnie. Nie udało mi się dotrzeć do celu, bowiem śnieżyca ograniczała widoczność niemal do zera i w pewnym momencie nie wiedziałam już, skąd przyszłam. Choć moja ambicja stanęła przed poważnym wyzwaniem, zawróciłam 30 minut od Wołowca, obiecując sobie, że wrócę tam i powiem ostatnie słowo. Bezpieczeństwo ponad wszystko. 
Rakoń
 Pięknie, prawda? I znalazło się nawet miejsce dla czekana. :)

Ten szczyt nie dawał mi spokoju przez cały kolejny rok, bowiem jestem przyzwyczajona, że bez większych problemów wchodzę sobie tam, gdzie chcę. A nie wejść na taką górkę... Mamy więc marzec. Jadę rozprawić się z draniem! W schronisku poznaję szaloną ekipę, wśród której jest Mateusz (kliknij w jego blog). Mateusz przegrał z Wołowcem już dwa razy, więc wiele wskazuje na to, że determinacji w zespole nie zabraknie. Po szybkim śniadaniu i przygotowaniu sprzętu - ruszamy. Słyszymy wyjący wiatr, hulający pomiędzy drzewami, ale pocieszamy się, że jakoś to będzie. O, święta naiwności! Tuż po wyjściu ponad granicę lasu odczuliśmy, co w praktyce oznacza halny, osiągający prędkość do 115 km/h. 
Grześ, Rakoń, Wołowiec

Zaczęło nas wywracać jak małe ludziki Lego. Na nic zdało się wbijanie kijków, na nic zdały się raki. Po każdej próbie podniesienia się, znowu lądowaliśmy na kolanach, a stwardniały śnieg ciął nam twarze. Chwilę wcześniej minęliśmy chłopaków, którzy doszli do celu, ale metodą na gąsienicę z asekuracją... czekanem. Tak, użyli czekana na Grzesiu, podczas gdy mój spokojnie spoczywał pod schroniskowym łóżkiem. Bo, bez jaj, kto bierze czekan na taką trasę? Przy regularnej utracie gruntu pod nogami decyzja mogła być tylko jedna – zawracamy. Tak, tym razem nie dotarłam nawet na Grzesia, bo do szczytu zabrakło ok. 5-10 minut. 
Grześ, Rakoń, Wołowiec
A na Polanie Chochołowskiej niczym niezmącony spokój
Podsumowując, Wołowiec ma na swoim koncie wynik 2:0, pokazując mi, że jednak nie mogę sobie wejść wszędzie, gdzie chcę i czas najwyższy nabrać choć odrobiny pokory. Do trzech razy sztuka, mówią. I tego się trzymam!

PS Po powrocie do pracy usłyszałam, że ładnie mnie słonko opaliło w tych górach, bo mam taką czerwoną twarz. You know nothing, Jon Snow...

wtorek, 14 lutego 2017

6 rzeczy, które czekają cię, gdy zakochasz się w góromaniaczce

6 rzeczy, które czekają cię, gdy zakochasz się w góromaniaczce
Tatromaniacy
Czujesz motyle w brzuchu, bo ta interesująca kobieta zwróciła na Ciebie uwagę. Wszystko idzie w dobrym kierunku i wreszcie postanawiasz się z nią związać. Podoba ci się to, że ma pasje i lubi żyć aktywnie. Mówiła, że kocha góry. Być może nie wiesz jeszcze co cię czeka, więc postaram się przybliżyć po części twoją bliższą i dalszą przyszłość. Liczę przy tym na sporą dozę dystansu, jednocześnie powstrzymując się od chęci nazwania tego wszystkiego „Story of my life”.

  1. Zapomnij o urlopie na plaży

Morza szum, ptaków śpiew i złota plaża pośród drzew. Wszystko to w letnie dni... z pewnością nie grozi Ci. Skoro już udało się ustalić termin ze współpracownikami, co nierzadko poprzedzone jest batalią, i wszystko jest już przyklepane, to szkoda byłoby nie wykorzystać takiej okazji na bezstresowe pochodzenie po Tatrach dłużej niż przez 3 weekendowe dni. Gratulacje! Od teraz czekają Cie dwa tygodnie wstawania o 5., bo na Rysy nie wchodzi się w dwie godziny, a poza tym wschód słońca w górach jest tak piękny, że szkoda go przespać.

  1. Dziewczyna gór nie będzie stroić się w nieskończoność przed każdym wyjściem
… bo jest przyzwyczajona do tego, żeby wstawać o świcie i lecieć na szlak, niekoniecznie wyglądając jak panie z okładki Elle. To akurat pozytyw. Nie zdziw się jednak, jeśli na randkę przyjdzie w swoim najlepszym wydaniu, tj. w softshellu na specjalne okazje.

  1. Jest zawsze gotowa

Niestety, nie chodzi o to, o czym pomyślałeś. Jak góry ją zawołają, to spakuje plecak nawet w 15 minut. Nie wolno odmówić potrzebie, która w piramidzie Maslowa znajduje się tuż obok jedzenia.

  1. Będziesz poddany testowi


    Zawsze powtarzam, że góry to najlepszy możliwy test osobowości. Zmienna pogoda, duże sumy przewyższeń, brak sklepów po drodze, zmęczenie. Trzeba mieć niezły charakter, żeby przyjmować to z uśmiechem i wracać po więcej. Nie zdziw się, jeśli zostaniesz poddany weryfikacji. Co mogę dodać – powodzenia!

  1. Nie będziesz musiał oglądać kolejnej części Greya w Walentynki

    ...ale, jeśli powstanie remake K2, to na pewno nie ominie cię ta wiadomość. Rzecz ma się podobnie z filmami o wspinaczach, pokazami filmów o tematyce górskiej, festiwalami i targami.

  1. A, gdy postanowisz się z nią ożenić...

O, stary. Przygotuj się na utworzenie osobnej kategorii w domowym budżecie. Nie istnieje takie pojęcie jak zbyt wiele koszulek technicznych. Oto twoja przyszłość: najlepsza tapeta na komputer to Tatry, na ścianie wielkoformatowa fotografia Tatr i czekan, a na półce zylion archiwalnych numerów N.P.M. I tak będziesz szczęściarzem, jak nie nazwie waszych dzieci Jurek i Wanda. Ale nie martw się – żeby się z nią ożenić, musisz najpierw oświadczyć się wyżej niż nad Morskim Okiem. A teraz zgadnij, gdzie będziecie mieć sesję ślubną. :) 

PS Nie mędrkuj o wypadkach w górach, nie mów, że akcje TOPR powinny być płatne i nie panikuj, gdy wyjeżdża na małe łojenie. Pamiętaj tylko o jednej istotnej kwestii: te wszystkie rzeczy na pewno nie kosztowały tyle, ile ci powiedziała, więc - zanim je opchniesz - sprawdź ceny w internecie.

Nie pękaj, są też pozytywy, ale o tym opowiem ci innym razem. 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Góry Izerskie zimą: Smrek

Góry Izerskie zimą: Smrek
Smrek
Jestem ostatnią osobą, dla której krótsze dni i ujemne temperatury oznaczają tylko długie i nieprzyjemne oczekiwanie na wiosnę. Wręcz przeciwnie - to tak samo dobra pora roku na górskie wędrówki, jak każda inna. Trzeba tylko pamiętać o bardzo dokładnym planowaniu czasu przejść i dobrej odzieży. A ile frajdy w zamian! Dziś zapraszam na kilka migawek z wycieczki na Smrek, najwyższy szczyt czeskiej części Gór Izerskich. Co to za zabawna nazwa? To po prostu świerk. Rósł tam przez wiele lat, ale dziś niestety już go nie zobaczymy, bowiem powaliła go burza

Pieszą część trasy rozpoczęłam od stacji kolejki na Stogu Izerskim, tuż obok stoku narciarskiego, gdyż moja druga połowa jest uzależniona od śnieżnego szaleństwa, co tylko przysparza mi dodatkowych okazji do serwowania nogom kolejnych kilometrów bez konieczności korzystania z transportu publicznego. Jeśli nie jesteście zmotoryzowani, najlepiej będzie rozpocząć przy Domu Zdrojowym w Świeradowie-Zdroju.

Od schroniska na szczyt wiedzie niezwykle prosty, zaledwie 50-minutowy odcinek, oznaczony zielonym kolorem. Znajduje się tam obelisk pamięci Theodora Kornera oraz 20-metrowa wieża widokowa, która przy dobrej widoczności zapewni nam panoramę, której piękno trudno oddać nawet na zdjęciach. 


Uwaga! Przy ujemnych temperaturach na górnej platformie wieży leży wielka pokrywa lodowa, której fragmenty spadają, podtapiane przez słońce. Jeśli zdecydujecie się na wejście, zachowajcie maksimum ostrożności, żeby nic nie spadło wam na głowę.


Smrek to bardzo popularny szczyt latem, dlatego zdecydowanie polecam eksplorowanie tych okolic właśnie zimą. Podczas mojej kilkunastokilometrowej wędrówki, zarówno w stronę Smreka, jak i w kierunku Rozdroża pod Kopą, spotkałam tylko dwie osoby! I kilka bałwanów, bo co to za zima bez nich. :)


piątek, 30 grudnia 2016

Realizacja celów i postanowień. Dlaczego ci nie wychodzi?

Realizacja celów i postanowień. Dlaczego ci nie wychodzi?
Cele noworoczne
Nowy Rok ma tę magiczną moc, że kojarzy nam się z czystą kartką. Wszyscy zapisują na niej niezliczoną ilość postanowień i wizji, kreują wyobrażenie siebie za 12 miesięcy. Najczęściej jednak wszystkie te zapiski już w lutym trafiają do szuflady i nic się nie zmienia. Dlaczego? Widzę przynajmniej kilka powodów takiego stanu rzeczy:

1. Myślenie życzeniowe i brak konkretów

To świetnie, że chcesz być bogaty i ważyć 10 kilo mniej, ale, jeśli nie ustalisz jak konkretnie to osiągniesz, to nie ma sensu wyciągać kalendarza i zapisywać ciągle tych samych założeń.

a. Schudnę 10 kilogramów.

b. Schudnę 10 kilogramów:

- Biegi 3 razy w tygodniu, minimum 5 kilometrów. Wtorek, czwartek, sobota.
- Trening siłowy minimum 1x w tygodniu
- Odrzucenie żywności przetworzonej.
- Zamiana autobusu na rower.

Widzisz różnicę? Każde postanowienie musi wiązać się z tym JAK konkretnie masz zamiar to zrobić.

2. Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce

Jesteś po prostu leniwy i zawsze znajdziesz 5 powodów na to, by coś sobie odpuścić. Dlaczego więc nie zrobić tego już w styczniu i darować sobie rozczarowanie 12 miesięcy później?
Jeśli tym razem ma być inaczej, to trzeba zrobić tak, jak z porannym wstawaniem. Żadnych drzemek, słyszysz dzwonek – wstajesz. I już. Nigdy nie zdarzyło mi się żałować, kiedy zmusiłam się do przebiegnięcia kilku kilometrów, mimo zmęczenia, dziesięciu rzeczy do zrobienia i rosnącej góry naczyń w zlewie. Wręcz przeciwnie – jedno działanie pociągnęło za sobą szereg kolejnych.

3. Po prostu tego nie chcesz

Nie wyobrażam sobie, żeby nie poświęcać maksimum swojego czasu i energii na coś, czego bardzo mocno chcę. Jeśli tego nie robisz, to po prostu ulegasz grudniowemu szaleństwu spisywania postanowień noworocznych, ale nie idzie za tym żadna głębsza refleksja. Każdy tak robi, więc ty też. Może po prostu nie musisz ważyć 50 kilogramów, mieć miliona na koncie i przebiec trzech maratonów. Może ważniejsze, niż życie jak z instagrama będzie dla ciebie to, by przynajmniej raz w miesiącu pójść do lasu i spędzić każdą niedzielę z bliskimi bez internetu i telewizji. I to jest ok!

4. Za dużo na raz

Spisujesz 30 zmian, które obejmą każdy możliwy aspekt twojego życia, począwszy od kuchni, przez stan konta bankowego, na pozycji społecznej skończywszy. Dużo prościej jest wprowadzać je stopniowo. Na przykład jedną w każdym miesiącu. Mówi się, że 21 dni to wystarczający czas, by wykreować u siebie nawyk i ja się z tym zgadzam. Możesz ustalić styczeń miesiącem bez mięsa, luty miesiącem oszczędzania i porządkowania finansów, a każdy kolejny miesiąc opatrzyć innym motywem. To znacznie prostsze, niż wprowadzanie wszystkiego jednocześnie.

5. Brak motywacji

To normalne i sądzę, że dopada każdego, dlatego bardzo ważne jest, by motywować się codziennie. Nie ma znaczenia, czy będą to zdjęcia innych osób, ciekawe cytaty, interesujące książki lub podcasty. Należy utrzymywać poziom samozaparcia na jak najwyższym poziomie, a, jeśli z jakiegoś powodu nie uda się tego zrobić, nie ma sensu się na tym skupiać, tylko przeczekać chwilę i nadal robić swoje.

Być może uznasz, że powyższe twierdzenia to jedynie truizmy, ale ja będę upierać się, że mają one bardzo duże znaczenie. Dlaczego? Bo jestem wśród kilku procent osób, którym udało się zrealizować większość swoich celów w 2016 roku właśnie dzięki tym działaniom. W ciągu najbliższych kilku tygodni opublikuję wpisy, zawierające popularne postanowienia noworoczne wraz z pomysłami na to, jak je zrealizować. Będą one oparte na dziedzinach, które chciałam ulepszyć u siebie i udało mi się to zrobić w mijającym roku. Wszystkiego najlepszego w nadchodzących miesiącach. Sięgajcie nieba!
Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger