wtorek, 29 listopada 2016

10 prezentów dla miłośnika gór

10 prezentów dla miłośnika gór
Święta za pasem, a to oznacza poszukiwanie idealnego prezentu. Dziś zebrałam 10 propozycji podarunków, którymi można obdarować miłośnika gór czy też wszelkiej aktywności fizycznej na powietrzu. Osoby, które regularnie wędrują zapewne mają już podstawowe akcesoria, przydatne zarówno latem jak i zimą, dlatego w tym zestawieniu pominęłam mapy, plecaki, czy też latarki czołowe.

1. Koszulka termoaktywna

Tych nigdy za wiele. Przydadzą się zarówno do wędrówek, jak i do biegania, gdyż błyskawicznie schną. Warto pokusić się dodatkowo o ciekawy wzór.
                                                                www.sklepwgorach.pl
2. Powerbank

Zawsze naładowana bateria telefonu jest ważna nie tylko dlatego, że w każdej chwili możemy uchwycić piękny widok, czy też dokonać pomiarów na Endomondo, ale przede wszystkim gwarantuje nam bezpieczeństwo i pozwoli wezwać pomoc, gdyby zdarzyło się coś złego.

3. Mapa – zdrapka

Nie trzeba być hazardzistą, by docenić ten prezent. Taka mapa to doskonała motywacja, by wyszukiwać kolejne kierunki podróży, ale także, by przywoływać wspomnienia z tych już odbytych.

4. Ręcznik z mikrofibry

Jestem osobą, która na 3-dniowy wypad w góry zabiera cały dom. Pół biedy, jeśli jadę autem, ale podróż w Tatry i przemieszczanie się busami z całym dobytkiem to niezłe obciążenie dla pleców. Odkrycie takiego ręcznika to strzał w dziesiątkę. Może nie jest tak gruby i przyjemny jak ten domowy, ale zajmuje bardzo mało miejsca i błyskawicznie schnie. Swój kupiłam za ok. 30 zł w Decathlonie.

5. Statyw do aparatu

Jeśli nasz górski turysta często podróżuje sam i, podobnie jak ja, wybiera mniej uczęszczane trasy, trójnogi statyw sprawdzi się świetnie. Można opleść go wokół cienkiego pnia, czy też barierki i zrobić sobie zdjęcie w ciekawym miejscu.

6. Książki

Nieważne, jakie jest pytanie. Odpowiedzią zawsze są książki. Można tu wybrać klasykę literatury górskiej, jak nowe wydawnictwa. Warto jednak upewnić się, że obdarowany nie ma jeszcze danej pozycji na swojej półce. Oto kilka książek, które polecam z czystym sumieniem:

Dobrym pomysłem będzie także zakupienie prenumeraty magazynu, który odpowiada zainteresowaniom obdarowanego. Polecam N.p.m., który sama regularnie czytam.

7. Kalendarz na przyszły rok

Może to być gotowy produkt z górskimi migawkami, ale także własnoręcznie zaprojektowany kalendarz ze zdjęciami, z których autor jest szczególnie dumny, jeśli fotografuje w górach. Taki prezent co roku znajduje się w ofercie tatromaniak.pl

8. Wejście na Gerlach

Być może w ubiegłych latach wykorzystaliście już te pomysły i chcecie podarować maniakowi gór coś niezapomnianego. Takim prezentem będzie na pewno wejście na najwyższy szczyt całych Tatr i Karpat, Gerlach. Nie prowadzi tam żaden szlak turystyczny, więc konieczna jest opieka certyfikowanego przewodnika. Koszt przy trzech osobach jest zdecydowanie niższy, niż przy jednej, bowiem spada z 1000 zł do około 400. Trudno będzie zapomnieć taki prezent.

9. Biżuteria

Biżuteria, czyli coś, co na co dzień będzie nam przypominać o tych wspaniałych miejscach na ziemi, do których chcemy wracać jak najczęściej. Poniższe propozycje znalazłam w sklepie Baziuniowa Izba.


10. Bon zakupowy

Naprawdę nie masz pojęcia, o co chodzi temu maniakowi, gdy wieczorami gada o dobieraniu sobie jakiegoś czekana? Kup mu po prostu bon prezentowy do jednego z górskich sklepów! :) 

Mam nadzieję, że wybierzecie coś ciekawego z powyższych propozycji nie tylko dla najbliższych, ale być może także dla siebie.

wtorek, 22 listopada 2016

Pieniny – mały raj na ziemi

Pieniny – mały raj na ziemi
Pieniny Szczawnica co warto zobaczyć

Zaraz po Tatrach, Pieniny to miejsce, których wspomnienie wzrusza mnie niezmiennie. Po raz pierwszy odkryłam je w tak zwanym wysokim sezonie, a mimo to miejskie deptaki i najpopularniejsze szlaki w tych górach nie były pełne ludzi. To doskonała alternatywa dla tych, którzy chcą się wyciszyć i spędzić kilka dni z dala od turystów.

Sielskie życie w Szczawnicy

Pierwsza wizyta w Szczawnicy musiała obejmować dwie najpopularniejsze trasy, a więc Trzy Korony i Sokolicę. Przez wiele miesięcy wspominałam ten jednodniowy trekking jako jeden z najtrudniejszych w mojej "karierze" górołaza. Pewnie teraz uśmiechacie się pod nosem, ale zrobiłam coś, co w oczach każdego rozsądnego człowieka jest po prostu głupotą. Ja na szczęście nie klasyfikuję siebie w kategoriach normalności, toteż dla mnie było jednym z najpiękniejszych dni w życiu. Kolana, które determinują moją aktywność w bardzo znacznym stopniu, były wówczas w stanie wskazującym na niezły bigos. Wiedząc, że czeka mnie domowy areszt i trochę proszków, musiałam dać sobie kilka migawek, pozwalających przeżyć te kilka trudnych tygodni. I dobrze zrobiłam, bo zaraz po powrocie zostałam uziemiona, a na ziemię sprowadził mnie zakaz jakichkolwiek szaleństw. Podobno trwa on nadal, ale, jak widać, w tej materii czasem dobrze posłuchać siebie.

Krościenko – Trzy Korony – Sokolica

Po pierwszym spacerze, który okazał się niemałym wysiłkiem, powtórzyłam tę samą trasę po kilku miesiącach. Na dwóch nogach okazała się dużo łatwiejszą. :) Z Krościenka najprościej udać się na ulicę św. Kingi i stamtąd iść żółtym szlakiem, a następnie wybrać niebieski, którym oznaczona jest droga na oba szczyty. Wchodząc na Trzy Korony, tak naprawdę stajemy na Okrąglicy, na której znajduje się platforma widokowa. Przy odrobinie szczęścia mamy wspaniały widok na przełom Dunajca, Tatry i Babią Górę, czyli to, co tygryski lubią najbardziej na jednym obrazku. Sokolica jest jednym z najbardziej znanych szczytów w Polsce, a to za sprawą drzewka. Każdy, nawet jeśli z górami ma niewiele wspólnego, kojarzy słynną, obfotografowaną ze wszystkich możliwych perspektyw, reliktową sosnę.


Latem polecam także spływ przełomem Dunajca. Wiem, że dla niektórych to straszna komercja i wstyd, ale jestem wyznawczynią heavy metalu, która z radością opowiada o wyjeździe na koncert Modern Talking, więc nic sobie z tego nie robię i polecam spróbować. Spływu, naturalnie. :)

Jezioro Czorsztyńskie 

W centrum Szczawnicy znajduje się biuro turystyczne, które organizuje niedrogie wycieczki do najpopularniejszych pienińskich atrakcji, co może być bardzo przydatne dla niezmotoryzowanych. Ja wybrałam zwiedzanie zamku w Niedzicy i Czorsztynie wraz z krótkim rejsem między nimi. Jezioro Czorsztyńskie jest sztucznym zbiornikiem, którego budowa w latach 90. budziła niemałe emocje. Przeciwnicy zwracali uwagę na zniszczenie środowiska naturalnego, zagrożenie dla znajdujących się w tym rejonie zabytków a także kwestię przesiedlenia mieszkańców ze wsi Maniowy i okolic. Na korzyść zwolenników budowy zbiornika retencyjnego przemawia fakt, że ocalił on okolicę podczas pamiętnej powodzi z 1997 roku, choć niektórzy twierdzą, że jego rola jest tu znacznie przeceniania. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że ta inwestycja wzbogaciła ofertę turystyczną Pienin.




Jaworki – Wąwóz Homole – Wysoka

Nie można zapomnieć o regularnym zdobywaniu Korony Gór Polski! Podczas zimowej wycieczki zafundowałam sobie kolejny szczyt z listy. Podejście obfitowało w błoto i roztapiający się miejscami śnieg, ale co tam! Ubrania można wyprać, siniaki z tyłka zejdą, a wspomnienia zostają. Wąwóz Homole jest dla mnie jednym z najpiękniejszych miejsc w Polsce. Choć metalowe mostki niekoniecznie budują klimat wędrówki, widoki są wspaniałe. Płynący niespiesznie potok Kamionka i baśniowy klimat zachwycają, a smaku dodaje legendarna Muzyczna Owczarnia. Zobaczcie sami!



Jeśli kochacie góry, a nigdy nie byliście w Pieninach, polecam z całego serca. Poza najbardziej oczywistymi atrakcjami, które Wam zaprezentowałam, jest tu jeszcze wiele dróg do odkrycia. I kolejne marzenie do spełnienia: długa wycieczka rowerowa po słowackiej stronie, którą mam nadzieję opisać już niebawem. PS Nie zapomnijcie zjeść pizzy u Jacaków w Szczawnicy. Wspominam ją do dziś, choć minęło już 1,5 roku.

czwartek, 17 listopada 2016

Dolny Śląsk: Śnieżnicki Park Krajobrazowy. 4 propozycje tras.

Dolny Śląsk: Śnieżnicki Park Krajobrazowy. 4 propozycje tras.

Codziennie powtarzam, że Dolny Śląsk jest piękny i, żeby nie być gołosłowną, przedstawię dziś trzy propozycje tras w Śnieżnickim Parku Krajobrazowym i jego najbliższej okolicy.

Myślę też, że czas najwyższy zwrócić uwagę na to, że zdjęcia, które pojawiają się przy opisach moich wycieczek trekkingowych wykonane są w różnych porach roku, co nietrudno zauważyć. Uważam jednak ,że to wartość dodana, bowiem pokazują miejsca, które odwiedzam w kilku, niekoniecznie idealnych odsłonach.

No to co? Zaczynamy!

1. Międzygórze – Śnieżnik

Śnieżnik to druga, zaraz po Śnieżce, najwyższa góra polskich Sudetów i jest równie kapryśna pod względem pogody. Wchodzi w skład Korony Gór Polski, którą konsekwetnie zdobywam. Trasa z Międzygórza jest najwygodniejszą opcją dla niezmotoryzowanych, bowiem czerwony szlak rozpoczyna się tuż obok przystanku autobusowego "Międzygórze Śnieżnik". Dzień przed planowaną wycieczką słyszałam wiele ostrzeżeń na temat załamania pogody i bezsensowności mojego planu. W przypadku wszelkich górskich wojaży słucham jednak swojego serca. Czy słusznie? Zobaczcie.


 Przy podejściu na szczyt widoczność znacznie się zmniejszyła, ale warto było przeczekać wiatr, który okazał się zbawienny.

2. Czarna Góra – Śnieżnik

To propozycja alternatywnej trasy na najwyższy szczyt Masywu Śnieżnika. Dobra na regeneracyjny spacer dla narciarzy, wybierających ten rejon do szusowania i dla tych, którzy zdecydowali się na nocleg w okolicach Stronia Śląskiego. Żółty szlak wiedzie przez Jaskinię Niedźwiedzią i oczywiście schronisko im. Zbigniewa Fastnachta, z którego rozpoczyna się 30-minutowe podejście na Śnieżnik. W długi weekend listopadowy pogoda nie dopisała tak jak rok temu, ale dla mnie dodała tylko postapokaliptycznego klimatu całemu podejściu.

Uwaga: przy ataku szczytowym (ach, te wpływy everestowej literatury) mogą przydać się raczki dla ułatwienia wędrówki.

3. Dolni Morava: Sky Walk, Ścieżka w obłokach

Zaledwie 30 kilometrów od powyższych tras wycieczek, za przejściem granicznym w Boboszowie, znajduje się Ścieżka w obłokach. To utworzony pod koniec 2015 roku projekt pomostu widokowego, z którego rozciąga się panorama na Masyw Śnieżnika i, przy dobrej widoczności, na Karkonosze wraz z ich najwyższym szczytem - Śnieżką. To, co widzimy w danym punkcie ścieżki jest dobrze opisane na zdjęciach panoramicznych. Dla tych, którym korzystanie z kompasu jest obce, jest to znaczne ułatwienie. Mimo iż wstęp dla osoby dorosłej kosztuje nieco ponad 30 złotych, bardzo polecam tę atrakcję i stanowczo odradzam wjazd kolejką. Krótki trekking z wioski do kas oferuje wspaniałe widoki przy dobrej pogodzie, a także pożądane przyspieszenie tętna wędrowca. Zdrowie plus oszczędność to dwa słowa, które świetnie opisują to, co czeka Was w kolejnych tygodniach.




4. Międzygórze - Igliczna

To krótka wycieczka, idealna przed wyjazdem do domu. Wiedzie przez wodospad Wilczki na wierzchołek Iglicznej. Całość zajmuje około 2 godzin. Na szczycie znajduje się schronisko oraz Sanktuarium Marii Śnieżnej, które, otoczone licznymi kamerami, nie zachęca do zwiedzania.





poniedziałek, 7 listopada 2016

Karkonosze: Szrenica i Śnieżne Kotły

Karkonosze: Szrenica i Śnieżne Kotły
Szklarska Poręba to jeden z najpopularniejszych celów wycieczek na Dolnym Śląsku i, nie ukrywam, jeden z moich ulubionych. Stanowi doskonałą bazę wypadową w Karkonosze i Góry Izerskie, a dobry dojazd zachęca do częstych wycieczek jednodniowych.

Czerwony szlak na Szrenicę wspominam często i każdemu polecam. Za każdym razem trafiała mi się rewelacyjna pogoda, sprzyjająca takim widokowym wycieczkom. A, jak wiadomo, kiedy w górach ma być zła pogoda, to taka będzie, a kiedy ma być dobra, to nigdy nie wiadomo. Ja jednak jestem zdania, że złej pogody nie ma. Jest tylko nieodpowiednie nastawienie, co udowadniają zdjęcia z poprzedniego postu.

Trasę rozpoczynamy ze stacji Szklarska Poręba Górna i kierujemy się czerwonym szlakiem przez ulicę Sikorskiego i dalej w kierunku Wodospadu Kamieńczyka.
To najwyższy wodospad w polskich Sudetach. Miejsca ustąpił mu Wodospad Wilczki, ale o tym następnym razem. By zejść pod sam wodospad, należy zakupić bilet wstępu za kilka złotych i pobrać kask.
Dalej trasa prowadzi już bezpośrednio na Szrenicę przez Schronisko Kamieńczyk i Halę Szrenicką z kolejnym schroniskiem, sprzed którego rozciąga się piękna panorama na Góry Izerskie.
Pół godziny marszu i jesteśmy na Szrenicy. Przy podejściu na szczyt polecam opuścić czerwoną trasę i wybrać mniej oczywisty, zielony szlak. Wiedzie on przez małą, drewnianą wiatę. Śniadanie o świcie smakuje tu zupełnie inaczej niż w mieście - nawet, jeśli to tylko kanapka.
Ze szczytu kierujemy się dalej czerwonym szlakiem przez granitowy masyw skalny Trzy Świnki, aż do Śnieżnych Kotłów.

Choć mam ochotę powtórzyć tę trasę każdego dnia, gdy mam tylko kilkanaście wolnych godzin, obiecałam sobie, że następny raz, gdy moja noga stanie na Szrenicy będzie w końcu tym, który pozwoli mi spełnić jedno z górskich marzeń - przejście całej Drogi Przyjaźni Polsko-Czeskiej w jeden dzień. To 30-kilometrowy szlak, biegnący głównym grzbietem Karkonoszy i kończący się na Śnieżce.
Dotrzymam danego sobie słowa i wiosną z przyjemnością zaprezentuję Wam relację z tej wycieczki.


Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger