piątek, 30 grudnia 2016

Realizacja celów i postanowień. Dlaczego ci nie wychodzi?

Realizacja celów i postanowień. Dlaczego ci nie wychodzi?
Cele noworoczne
Nowy Rok ma tę magiczną moc, że kojarzy nam się z czystą kartką. Wszyscy zapisują na niej niezliczoną ilość postanowień i wizji, kreują wyobrażenie siebie za 12 miesięcy. Najczęściej jednak wszystkie te zapiski już w lutym trafiają do szuflady i nic się nie zmienia. Dlaczego? Widzę przynajmniej kilka powodów takiego stanu rzeczy:

1. Myślenie życzeniowe i brak konkretów

To świetnie, że chcesz być bogaty i ważyć 10 kilo mniej, ale, jeśli nie ustalisz jak konkretnie to osiągniesz, to nie ma sensu wyciągać kalendarza i zapisywać ciągle tych samych założeń.

a. Schudnę 10 kilogramów.

b. Schudnę 10 kilogramów:

- Biegi 3 razy w tygodniu, minimum 5 kilometrów. Wtorek, czwartek, sobota.
- Trening siłowy minimum 1x w tygodniu
- Odrzucenie żywności przetworzonej.
- Zamiana autobusu na rower.

Widzisz różnicę? Każde postanowienie musi wiązać się z tym JAK konkretnie masz zamiar to zrobić.

2. Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce

Jesteś po prostu leniwy i zawsze znajdziesz 5 powodów na to, by coś sobie odpuścić. Dlaczego więc nie zrobić tego już w styczniu i darować sobie rozczarowanie 12 miesięcy później?
Jeśli tym razem ma być inaczej, to trzeba zrobić tak, jak z porannym wstawaniem. Żadnych drzemek, słyszysz dzwonek – wstajesz. I już. Nigdy nie zdarzyło mi się żałować, kiedy zmusiłam się do przebiegnięcia kilku kilometrów, mimo zmęczenia, dziesięciu rzeczy do zrobienia i rosnącej góry naczyń w zlewie. Wręcz przeciwnie – jedno działanie pociągnęło za sobą szereg kolejnych.

3. Po prostu tego nie chcesz

Nie wyobrażam sobie, żeby nie poświęcać maksimum swojego czasu i energii na coś, czego bardzo mocno chcę. Jeśli tego nie robisz, to po prostu ulegasz grudniowemu szaleństwu spisywania postanowień noworocznych, ale nie idzie za tym żadna głębsza refleksja. Każdy tak robi, więc ty też. Może po prostu nie musisz ważyć 50 kilogramów, mieć miliona na koncie i przebiec trzech maratonów. Może ważniejsze, niż życie jak z instagrama będzie dla ciebie to, by przynajmniej raz w miesiącu pójść do lasu i spędzić każdą niedzielę z bliskimi bez internetu i telewizji. I to jest ok!

4. Za dużo na raz

Spisujesz 30 zmian, które obejmą każdy możliwy aspekt twojego życia, począwszy od kuchni, przez stan konta bankowego, na pozycji społecznej skończywszy. Dużo prościej jest wprowadzać je stopniowo. Na przykład jedną w każdym miesiącu. Mówi się, że 21 dni to wystarczający czas, by wykreować u siebie nawyk i ja się z tym zgadzam. Możesz ustalić styczeń miesiącem bez mięsa, luty miesiącem oszczędzania i porządkowania finansów, a każdy kolejny miesiąc opatrzyć innym motywem. To znacznie prostsze, niż wprowadzanie wszystkiego jednocześnie.

5. Brak motywacji

To normalne i sądzę, że dopada każdego, dlatego bardzo ważne jest, by motywować się codziennie. Nie ma znaczenia, czy będą to zdjęcia innych osób, ciekawe cytaty, interesujące książki lub podcasty. Należy utrzymywać poziom samozaparcia na jak najwyższym poziomie, a, jeśli z jakiegoś powodu nie uda się tego zrobić, nie ma sensu się na tym skupiać, tylko przeczekać chwilę i nadal robić swoje.

Być może uznasz, że powyższe twierdzenia to jedynie truizmy, ale ja będę upierać się, że mają one bardzo duże znaczenie. Dlaczego? Bo jestem wśród kilku procent osób, którym udało się zrealizować większość swoich celów w 2016 roku właśnie dzięki tym działaniom. W ciągu najbliższych kilku tygodni opublikuję wpisy, zawierające popularne postanowienia noworoczne wraz z pomysłami na to, jak je zrealizować. Będą one oparte na dziedzinach, które chciałam ulepszyć u siebie i udało mi się to zrobić w mijającym roku. Wszystkiego najlepszego w nadchodzących miesiącach. Sięgajcie nieba!

poniedziałek, 5 grudnia 2016

7 aplikacji na Androida dla podróżujących

7 aplikacji na Androida dla podróżujących
Aplikacje podróżnicze
Nie należę do osób, które chłoną każdą nowinkę z zakresu odzieży outdoorowej. Nie muszę mieć majtek z membraną czy też butów o wartości dwóch moich pensji. Wystarczą mi ukochane spodnie biegowe, na widok których moi bliscy rwą sobie włosy z głowy i obuwie firmy, którą uwielbiam. Choć w rankingach nie ma peanów na ich cześć, sprawdziły się u mnie przy przecieraniu szlaków w kilkunastostopniowym mrozie i wielogodzinnych wędrówkach w śniegu po kolana. Ma być wygodnie, ciepło i funkcjonalnie. Co innego, jeśli mowa o aplikacjach. Chętnie je poznaję i regularnie ułatwiam sobie życie z ich pomocą. Choć wydają mi się bardzo popularne, być może któraś z nich będzie dla Was odkryciem i na stałe zagości w pamięci telefonu. 

1. E-podróżnik

Niezwykle przydatny dla niezmotoryzowanych. Czasem zdarza mi się zatrzymać na dłużej w schronisku, czy też zrobić sobie postój w pięknym miejscu, które chcę uchwycić na zdjęciu i okazuje się, że planowany czas wycieczki nieco się przeciąga. Dzięki tej aplikacji można błyskawicznie sprawdzić najbliższy pociąg lub autobus razem z ewentualnymi przesiadkami. Czasami okazuje się też, że muszę zmienić plany, bowiem w miejsce, które sobie wybrałam po prostu nic nie jeździ lub jeździ tak rzadko, że po zejściu ze szlaku musiałabym wracać do domu 3 dni. :)

2. Mapa-turystyczna.pl

Najlepsza rzecz pod słońcem do planowania tras w górach. Poda propozycje szlaków z punktu A do B, pozwoli na dodanie wielu innych po drodze, obliczy szacowany czas i odległość, a do tego sumę przewyższeń. Gdyby jeszcze robiła kawę, zmieniłabym stan cywilny nawet dziś. Nie używam jej jako substytutu papierowej mapy, a jedynie wskazówkę. To przydatne, zwłaszcza zimą, kiedy szybciej robi się ciemno. W swoim notesie liczę też schodzone kilometry, by co roku skrupulatnie je podsumowywać. Nie muszę w tym celu przypominać sobie lekcji geografii i sprawdzać skali mojej mapy, bo aplikacja robi to za mnie.

3. Google maps

Jak to się mówi, oczywista oczywistość i nie ma co rozwodzić się na ten temat. Z google maps korzystam głównie przy planowaniu wycieczek samochodowych. Z uwagi na to, że nie jestem jeszcze kierowcą, wydaje mi się, że wszędzie jest blisko i weekendowy wypad w Tatry z Wrocławia to pestka. Dzięki mapom mogę łatwo zweryfikować czas przejazdu i najkrótszą drogę do celu. Używam ich także, gdy jestem umówiona w dzielnicy, w której nie bywam. Dzięki street view życie staje się prostsze.

4. Jak dojadę

Codziennik, z którego korzystam w każdym większym mieście. Planuje dokładny czas dojazdu i linie, którymi najwygodniej dostaniemy się w dane miejsce. Jak dotąd, nie zdarzyło się, żeby aplikacja wprowadziła mnie w błąd.

5. Rome2Rio

Zawsze marzyłam, by powstało takie międzynarodowe jakdojadę.pl. Okazało się, że już istnieje i jest dla mnie odkryciem 2016 roku. Zaplanuje loty, pociągi, koszty, a nawet trasę z punktu A do B w danym mieście. Co ciekawe, jako punkt docelowy można wpisać konkretną atrakcję turystyczną.

6. Booking.com

Wiem, że kwatery można zarezerwować z wyprzedzeniem i być może jest wiele lepszych stron, ale jestem wierna tej jednej. Bukuję tam każdy pozaschroniskowy nocleg. Podczas ostatniego urlopu w Tatrach zdarzyło się nawet, że po wymeldowaniu się z jednego miejsca, szukałam kolejnego z torbami w bagażniku i planem zrealizowania kikugodzinnej wycieczki na ten sam dzień. Tak znalazłam ranczo, do którego będę wracać po wsze czasy. Co tu dużo mówić – mam do tego nosa i rzadko bywam zawiedziona, a aplikacja pozwala na spontaniczność bez konieczności kilkugodzinnego googlowania "noclegi Zakopane".

7. Trip Advisor

Co zobaczyć w danym miejscu, gdzie zjeść, gdzie spać okiem użytkowników serwisu. Świetna sprawa i moje nowe uzależnienie. Wiedzieliście, że w Bydgoszczy jest Muzeum Mydła? :)

Mam nadzieję, że znajdzie się choć jedna duszyczka, która nie znała którejś z wymienionych propozycji. Co istotne, większość z nich działa także w trybie offline, więc nie ma konieczności posiadania dużego pakietu danych internetowych. Wystarczy zapisać co trzeba w schowku lub zaplanować wycieczkę jeszcze w domu i zabrać ze sobą notes.
Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger