piątek, 24 marca 2017

Czy na Grzesia potrzebny jest czekan? Lekcja pokory.

Grześ, Rakoń, Wołowiec
Moją pierwsza myślą po przeczytaniu takiego pytania byłoby to, że ktoś znowu zbiera najzabawniejsze pytania tatrzańskich turystów w jeden artykuł. Drugą, że to podsumowanie niektórych postów w tatrzańskich grupach internetowych. I pewnie uśmiechnęłabym się pod nosem, bo przecież kto pyta, nie błądzi, ale jednak brzmi to zabawnie. I w tym przypadku was, moi drodzy, zaskoczę. Bo, by wejść na ten niepozorny szczyt, możemy potrzebować tego małego przyjaciela.

Ale od początku... Jak pewnie zauważyliście, początkiem marca wybrałam się w Tatry, gdyż tęsknota przybrała wymiar, utrudniający funkcjonowanie pośród ludzi. Tygodniowy urlop rozpoczęłam w Tatrach Wysokich, a zakończyłam w ich zachodniej części. I o tej drugiej dziś wam opowiem.

W 2016 roku wymyśliłam sobie popularną trasę zimowych spacerów: Wołowiec przez Grzesia i Rakoń. Latem taki trekking może dać wędrowcowi ledwie sapnięcie, ale zimą może być różnie. Nie udało mi się dotrzeć do celu, bowiem śnieżyca ograniczała widoczność niemal do zera i w pewnym momencie nie wiedziałam już, skąd przyszłam. Choć moja ambicja stanęła przed poważnym wyzwaniem, zawróciłam 30 minut od Wołowca, obiecując sobie, że wrócę tam i powiem ostatnie słowo. Bezpieczeństwo ponad wszystko. 
Rakoń
 Pięknie, prawda? I znalazło się nawet miejsce dla czekana. :)

Ten szczyt nie dawał mi spokoju przez cały kolejny rok, bowiem jestem przyzwyczajona, że bez większych problemów wchodzę sobie tam, gdzie chcę. A nie wejść na taką górkę... Mamy więc marzec. Jadę rozprawić się z draniem! W schronisku poznaję szaloną ekipę, wśród której jest Mateusz (kliknij w jego blog). Mateusz przegrał z Wołowcem już dwa razy, więc wiele wskazuje na to, że determinacji w zespole nie zabraknie. Po szybkim śniadaniu i przygotowaniu sprzętu - ruszamy. Słyszymy wyjący wiatr, hulający pomiędzy drzewami, ale pocieszamy się, że jakoś to będzie. O, święta naiwności! Tuż po wyjściu ponad granicę lasu odczuliśmy, co w praktyce oznacza halny, osiągający prędkość do 115 km/h. 
Grześ, Rakoń, Wołowiec

Zaczęło nas wywracać jak małe ludziki Lego. Na nic zdało się wbijanie kijków, na nic zdały się raki. Po każdej próbie podniesienia się, znowu lądowaliśmy na kolanach, a stwardniały śnieg ciął nam twarze. Chwilę wcześniej minęliśmy chłopaków, którzy doszli do celu, ale metodą na gąsienicę z asekuracją... czekanem. Tak, użyli czekana na Grzesiu, podczas gdy mój spokojnie spoczywał pod schroniskowym łóżkiem. Bo, bez jaj, kto bierze czekan na taką trasę? Przy regularnej utracie gruntu pod nogami decyzja mogła być tylko jedna – zawracamy. Tak, tym razem nie dotarłam nawet na Grzesia, bo do szczytu zabrakło ok. 5-10 minut. 
Grześ, Rakoń, Wołowiec
A na Polanie Chochołowskiej niczym niezmącony spokój
Podsumowując, Wołowiec ma na swoim koncie wynik 2:0, pokazując mi, że jednak nie mogę sobie wejść wszędzie, gdzie chcę i czas najwyższy nabrać choć odrobiny pokory. Do trzech razy sztuka, mówią. I tego się trzymam!

PS Po powrocie do pracy usłyszałam, że ładnie mnie słonko opaliło w tych górach, bo mam taką czerwoną twarz. You know nothing, Jon Snow...

9 komentarzy:

  1. No to czekamy na kolejną zimę :) trzeba będzie zmienić te niekorzystne wyniki :D Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Całym stadem trzymamy kciuka by się udało! Mnie pokory nauczyła Babia Góra, 2 lata temu, na początku grudnia. Fakt wynik 1:0 dla mnie, ale od tego czasu nie lekceważę nawet pagórków, szczególnie zimą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Babia to jak Śnieżka - ma swoje kobiece kaprysy.

      Usuń
  3. Pieknie, już czuję ten powiew świeżego, górskiego powietrza. Dawno nie byłam w Tatrach :( Ps. może dasz większe zdjęcia? przyjemniej się będzie czytało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiększyć, klikając. Postaram się sprawdzić, jak ewentualnie powiększyć je w tekście. :)

      Usuń
    2. Dziękuję za radę. Wygląda lepiej. :)

      Usuń
  4. Kolejny raz góry wymuszają pokorę... Jako że nie lubię mieć za dużo szpeju to wybieram się latem. Ps zapraszam na mojego bloga, możesz znajdziesz jakieś trasy dla siebie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zaliczyłam kółko po Zachodnich, ale tylko latem - na zimowe wspinanie jeszcze przyjdzie czas :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger