środa, 26 kwietnia 2017

Relacja: Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si we Wrocławiu

Relacja: Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si we Wrocławiu
Bieg kobiet zawsze pierwsi
W minioną niedzielę, gdy wytrawni biegacze pokonywali królewski dystans w Warszawie i Łodzi, we Wrocławiu odbyła się kolejna edycja Biegu Kobiet. Tym razem zainteresowanie było tak duże, że uczestniczki podzielono na dwie tury po 1000 osób każda. Rok temu nie mogłam w pełni skupić się na fizycznym wymiarze imprezy, bowiem byłam także jednym z wystawców, a to oczywiście wiązało się z pewnymi obowiązkami, włączając w to wejście na scenę tuż po przekroczeniu linii mety z twarzą koloru buraka. Mimo wszystko był i zawsze będzie on najważniejszym dla mnie biegiem, bo tym pierwszym, który miał przesądzić, czy takie masowe pocenie się jest czymś, czemu chcę poświęcać swoją energię.
Biorąc pod uwagę moją obecną aktywność, odpowiedź jest jasna.
Bieg Kobiet we Wroclawiu 2017
www.gazetawroclawska.pl

Bieg Kobiet to wydarzenie z bardzo ważnym przesłaniem. Ma on na celu zwrócić uwagę na problem nowotworów, a także promować i nagłaśniać konieczność wykonywania badań profilaktycznych wśród Pań. Na dowód tego w pakietach startowych znalazł się kupon, uprawniający do bezpłatnej cytologii.

Pierwsza fala, do której byłam zapisana startowała o 12:00 z małym haczykiem. Nie było żadnego problemu z ustawieniem się we właściwym odstępie od linii startu, ani, co zdarza mi się niezwykle rzadko, z utrzymaniem swojego tempa bez wpadania na plecy innych biegnących. No właśnie...a propos. Odkąd startuję w biegach masowych, zawsze wzorowo trzymam swoje tempo, nie dając się ponieść emocjom, towarzyszącym ściganiu się z innymi startującymi, bo wiem jak istotne jest to, by za szybko się nie spalić. Tym razem jednak wstąpił we mnie szatan i już po drugim kilometrze spostrzegłam na zegarku, że zdecydowanie za mocno wystartowałam. Efekt można sobie wyobrazić, zwłaszcza, że od rana czułam niedobór energii, co tym bardziej powinno trzymać mnie z dala od takich pomysłów. Typowy błąd nowicjusza, wstyd. :)
Bieg Kobiet we Wrocławiu
Ta pani już wie, co odwaliła. :)

Oznaczenia na trasie były jasne i zrozumiałe, teren przy Pergoli przyjemny, a i ciemne chmury, wiszące od rana schowały się na te pół godziny. Uczestniczkom startującym o 13:00 czas umilał pan prowadzący oraz partnerzy biegu, których stoiska można było odwiedzić przy Hali Stulecia.
Bieg Kobiet zawsze pierwsi
www.gazetawroclawska.pl

Na końcu na finiszujące panie czekała tradycyjnie butelka wody i medal, który stał się kością niezgody. Startuję głównie w imprezach, organizowanych przez Pro-run, więc rzeczywiście jestem przyzwyczajona do pewnej jakości tych drobnych nagród, otrzymywanych na mecie, ale mimo wszystko należy pamiętać, że to tylko symboliczna pamiątka. Może organizatorki wyciągną wnioski na przyszłość i za rok otrzymamy prawdziwe dzieło sztuki.
Bieg Kobiet Wrocław 2017

Podsumowując - polecam gorąco wystartować w jednej z takich różowych imprez. Na udział decydują się osoby w każdym możliwym rozmiarze i wieku. Trasa liczy jedynie 5 kilometrów, co pozwala na pokonanie jej przez każdą przeciętnie sprawną panią, która sumiennie przyłoży się do treningów. Kto wie, być może Bieg Kobiet także dla ciebie okaże się początkiem wielkiej przygody i punktem wyjścia do dłuższych dystansów?

Tu znajdziesz informacje o szczegółach i datach imprez: Kobieta w Biegu

czwartek, 6 kwietnia 2017

O co chodzi z tym bieganiem? Jak zacząć?

O co chodzi z tym bieganiem? Jak zacząć?
Jak zacząć biegać
Być może zimą zdarza się to rzadziej, ale u progu wiosny zapewne widzisz masę biegających ludzi. Są w centrach miast, w parkach i lasach, a być może nawet wśród twoich znajomych na facebooku. O co im chodzi? Dlaczego potrafią z własnej woli wstawać skoro świt i cieszą się z przemieszczania w kółko i wypluwania płuc? Dzisiaj zdradzę wam ich sekret i przybliżę, dlaczego to robią, a właściwie...dlaczego to robiMY. I - co najważniejsze -  jak do nas dołączyć!

Dlaczego biegam?

Bo mogę
Jak biegać

Po prostu. Mam względnie zdrowe nogi, co pozwala mi na pokonywanie średnich dystansów. Był czas, kiedy nie mogłam (według niektórych ortopedów trwa on nadal), więc teraz doceniam tę możliwość.

Bo mnie to nie ogranicza
Jak zacząć biegać

Nie mam karnetu do opłacenia, nie obowiązuje mnie grafik zajęć, ani nawet konkretne miejsce, które akceptuje popularne karty sportowe. Mogę biegać nad morzem, w mieście, do którego przyjechałam przypadkiem, w górach, wokół własnego bloku, a nawet po schodach wewnątrz.

Bo wysiłek uspokaja
Jak zacząć biegać

To nie odnosi się jedynie do biegania, a do każdego wysiłku. Ilekroć mam zły dzień, gorszy humor albo, a nawet przede wszystkim, gdy nie wiem co zrobić w ważnej dla mnie sytuacji – idę biegać lub robię 20-30 km w górach. Jeśli jakimś cudem odpowiedź nie pojawi się w mojej głowie, a problem nadal wydaje się mieć znaczenie, to oznacza, że czas wyjąć potężne działa. Ma to jednak miejsce w niewielu przypadkach.

Bo to niedrogie hobby

Jedyne tanie hobby, jakie mam. Tu wystarczy jedynie kupić dobre obuwie. Reszta to już bajery. Sądzę, że na zakup pulsometru, kolorowej odzieży najlepszych marek czy też zegarka z GPS przyjdzie czas, gdy uznasz, że chcesz zacząć robić to na poważnie i znacząco poprawiać swoje wyniki, by stawać na podium. Do tego momentu wystarczą ci buty i wygodny strój.

Tu każdy wygrywa
Jak biegać

A propos podium – nieważne, ile zajmie ci przebiegnięcie 5 czy 10 kilometrów – medal otrzymuje każdy, kto przekroczy linię mety. Po zdobyciu jednego, głód wzrasta. Chcesz mieć ich więcej i pobijać własne rekordy. I to właśnie ich codzienne pobijanie jest najważniejszym zwycięstwem.

„Nie ma tak na­prawdę po­wodu. Tylko ta ad­re­na­lina na starcie i to uczucie, które to­wa­rzyszy Ci, kiedy prze­kra­czasz linię mety i wiesz, że wy­grałaś bez względu na to, które za­jęłaś miejsce.” (Co­urtney Parsons)

Bo to uzależnia

Z ręką na sercu – zawsze uśmiechałam się pod nosem, gdy czytałam, że twarz zalana potem i płuca, błagające o litość uzależniają. Okazało się, że tak się dzieje, bo bardzo szybko przestajesz wypluwać swoje organy wewnętrzne. To, że za pierwszym razem nie przebiegniesz nawet 2 kilometrów jest normalne, zwłaszcza, jeśli ruch nie był do tej pory twoją codziennością. Ja zaczęłam od 2-3 km, które przebiegłam z trudem. Dzisiaj do kolacji biegam sobie dyszki i nie mam z tym żadnego problemu.

Można spożywać takie rzeczy:
Jak zacząć

...i mieścić się we framudze bez pomocy osób trzecich.
Przeciętny 5-kilometrowy trening spala kilkaset kalorii. Dłuższe biegi odpowiednio więcej, a oczywiście posiłek po porządnych ćwiczeniach się należy, prawda? Nadmienię tylko, że wszystko, co widzicie to posiłki wykonane w 100% z roślin, ale o tym innym razem.

Dobrze, fajnie to wygląda, ale jak mam zacząć?

  1. Kupić odpowiednie buty
To naprawdę ważne, żeby truchtać sobie radośnie bez ryzyka kontuzji. Gdy kupiłam swoje kolorowe Reeboki, to aż paliłam się, żeby je założyć. Takie były piękne!

  1. Po prostu wyjść z domu 

    To jest najważniejsze. Nie zastanawiaj się nad tym tygodniami, nie oglądaj miliardów motywacyjnych obrazków, tylko rusz tyłek i wyjdź. Rób marszobiegi i ciesz się tym, zamiast myśleć, że inni już dawno biegają maratony. Wiosenna pogoda idealnie nadaje się do rozpoczęcia przygody z bieganiem. Mrozy lub upały mogą zniechęcić słabsze charaktery.

  1. Skorzystać z planów Trenera Biegania

    To człowiek, który wie co robi. Znajdziesz tu szczegółowo opisane plany dla absolutnie początkujących, ale także dla tych, którzy chcą poprawić swój czas na dłuższych dystansach.
    Więcej informacji znajdziesz tutaj.

  2.  Zapisać się na zawody
Serio. Nie mam pojęcia, co mi odbiło, ale opłaciłam start w zawodach biegowych. Biegałam tylko za autobusem, nie miałam odpowiednich butów i uważałam, że to jedyny sport, który jest durny i zupełnie nie dla mnie. I nagle musiałam zacząć biegać, bo przecież nie skompromituję się przed paroma setkami ludzi, stając i dysząc co 500 metrów. Pierwsze treningi w środku zimy były często przeplatane marszem i myślami, że naprawdę nie rozumiem tego całego zachwytu. Na dodatek byłam przekonana, że inni biegający w parku śmieją się w duchu z moich pokracznych prób. Do czasu aż podbiegł do mnie chłopak i wręczył ulotkę… półmaratonu górskiego. Myślałam, że pęknę ze śmiechu, ale przynajmniej nie wysłał sms-a o treści POMAGAM… Nie wyglądało to chyba tak źle.

I nagle okazało się, że wieczorem odruchowo zakładam strój i wychodzę na ten mróz, nie mogąc się doczekać tego, co w publikacjach nazywane jest euforią biegacza. Piszą też o sraczce biegacza, ale na razie nie zawracajcie sobie tym głowy. Przecież nie biegniecie od razu po brąz...
Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger