piątek, 14 lipca 2017

Czy biegam za wolno? Wszechobecny coaching.

Czy biegam za wolno? Wszechobecny coaching.
Jak szybko biegać

Od jakiegoś czasu regularnie śledzę grupy tematyczne, które dotyczą moich zainteresowań i, jak się okazało, są niewyczerpaną kopalnią pomysłów na kolejne posty. Podziwiam piękne posiłki roślinne, kibicuję biegającym o 5 rano lub tym, którzy z dumą prezentują zdobyte po raz pierwszy szczyty czy medale. Też kiedyś zaczynałam w każdej z tych dziedzin, więc z radością dopinguję innych i cieszę się, gdy o wiele lepsi kibicują mi.

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy jedna z kobiet w grupie biegowej wstawiła swoje zdjęcie z treningu, chwaląc się, że biega regularnie już 4 miesiące, a, oprócz pochwał i słów motywacji, przeczytała komentarz, który brzmiał mniej więcej tak: Ludzie, ogarnijcie się z tymi gratulacjami. 4 miesiące regularnego biegania i X kilometrów w godzinę?! To co ty robisz na tych treningach?”.

Odpowiedź jest prosta, ale być może wymaga napisania: ta pani na swoich treningach BIEGA.

Czy naprawdę ten wszechobecny coaching opanował ludzi do reszty? Tak trudno zrozumieć, że nie każdy chce codziennie opuszczać swoją strefę komfortu i robić mocniej, więcej, szybciej?

Nie każdy może być kim chce, osiągnąć sukces i bogactwo, a przy tym złamać 2,5 godziny w maratonie, bo, tak jak nie każdy jest inteligentny, by mieć to pierwsze, tak nie każdy ma warunki dla tego drugiego.

Nie każdy ma ambicje walczyć o podium po pół roku od wstania z kanapy, nie każdy chce robić życiówki już, teraz, natychmiast. Niektórzy chcą po prostu cieszyć się bieganiem wokół parku w tempie 6 minut na kilometr i słuchaniem śpiewu ptaków o świcie. I to jest okej!

Tej niczym niezmąconej radości życzę tobie, początkujący biegaczu, a tobie, szanowny malkontencie, trochę więcej życzliwości i zrozumienia, bo biegaczem jest ten, kto biega, a nie ten, kto biega szybko.










poniedziałek, 10 lipca 2017

Czego nie robić w górach?

Czego nie robić w górach?
Zasady zachowania w górach

Wakacje to czas, kiedy zdjęcia specyficznego obuwia "górskiego" wyskakują mi z lodówki. Pomijam sytuacje, gdy ktoś spaceruje z Palenicy Białczańskiej nad Morskie Oko, bo - umówimy się - tę trasę spokojnie można pokonać w sandałach. Sytuacja znacznie się komplikuje, gdy takie buty widzimy w wyższych partiach. Jeśli nie sprawdziłeś wcześniej, gdzie jedziesz i chcesz otrzymać krótkie know-how, to dobrze trafiłeś. Jeśli regularnie chodzisz po górach, to chcę wierzyć, że nie znajdziesz tu nic odkrywczego.

1. Dobór nieodpowiedniego obuwia

Jeśli poruszasz się w dolinach, adidasy lub sportowe sandały są dobrym wyborem - wygodnie i przewiewnie. Sama, po zmasakrowaniu swoich nóg trekkingiem na Rysy, z radością złożyłam swoje Reeboki na spacer do schroniska na Ornaku. Jeśli jednak sądzisz, że zdobycie Giewontu (lub wspomnianych Rysów) i japonki idą w parze - mylisz się! Taka decyzja oznacza, że nie masz bladego pojęcia jak wygląda trasa, na którą się porywasz i powinieneś zrezygnować z tego pomysłu do czasu, gdy przybędzie ci oleju w głowie. Tatry to nie Bałtyk i, decydując się na wyjście w wyższe partie, powinieneś zainwestować w buty trekkingowe, które zapewnią ci choć minimum bezpieczeństwa. Nie jest to duży wydatek. Podstawowe obuwie turystyczne możesz nabyć nawet za 150 zł.
Zastanawiasz się,  jak twoje prywatne wybory wpływają na innych? Pomyśl, że są ludzie, którzy 24 godziny na dobę są gotowi pomagać. To TOPR.

2. Śmieci

W poście o niedźwiedziach pisałam kilka słów na ten temat. Zapewne pamiętasz to, co wyniosłeś z domu - jedynym miejscem, w którym powinny się znaleźć pozostałości po twoim prowiancie jest kosz na śmieci. Nie znajdziesz takich pojemników na szlakach, bo góry to dom dla dzikiej zwierzyny i pozostałości jedzenia zwabiałyby je do miejsc, gdzie przebywają ludzie. Skoro miałeś siłę targać pełny czteropak Harnasia do góry, znieś puste puszki do najbliższego kontenera. Inne zachowania, odbiegające od tej normy uskuteczniaj na swoim dywanie.

3. Nie karm dzikich zwierząt!

Wczoraj w grupie tatrzańskiej znalazłam zdjęcie lisa, który często pojawia się na Hali Ornak.  Sfotografowano go przy kiełbasie, którą otrzymał od jakiegoś "turysty". Wystarczyłoby użyć tego, co ma się miedzy uszami, ale widocznie trzeba to napisać: NIGDY nie dokarmiaj dzikich zwierząt. Powtarzam: nigdy. Wbrew temu co ci się wydaje, robisz im ogromną krzywdę. Przyzwyczajasz je do tego, że skupiska ludzi gwarantują pożywienie, przez co osłabiasz je i ryzykujesz, że w przyszłości mogą domagać się pożywienia, także agresją. Po drugie, przez takie zachowania przestają bać się ludzi, a to nie jest ich naturalne zachowanie. Po trzecie wreszcie, zwierzęta nie jedzą tego co ty, więc twoja potrzeba zrobienia sobie fotki na facebooka może skończyć się dla nich źle.

4. Nie zbaczaj ze szlaków 

Sieć szlaków w polskich górach jest bardzo gęsta. Miejsca, w których możesz się poruszac mogą dać Ci zarówno piękne widoki, jak i odrobinę adrenaliny. Nie ma powodu, dla którego miałbyś zapuszczać się tam, gdzie nie powinno cię być. Skoro nadal czytasz ten post, zakładam, że nie masz uprawnień taternickich, bo znajdują się tu podstawy podstaw.

5. Nie ignoruj zegarka i prognoz pogody

Korzystaj z mapy i wskazań znaków na szlakach. Obliczaj orientacyjny czas przejścia zaplanowanej trasy łącznie z chwilą na odpoczynek i posiłek tak, by nie zastał cię zmrok. Po pierwsze, orientacja w terenie po ciemku może być utrudniona, a po drugie prosisz się o spotkanie dzikiego zwierzęcia, które może być zaskoczone twoją obecnością. Zawsze miej czołówkę i zapasowe baterie w plecaku, gdyby jednak okazało się, że wycieczka się wydłużyła. Nie chcesz przecież podzielić losu turystów ze słynnej zimowej ekspedycji na Morskie Oko, prawda? Zawsze zprawdzaj prognozy pogody, choćby na stronie internetowej TPN.  Wiem, że trudno wybrac idealny termin ze wzorową pogodą, ale, jeśli zapowiadane sa gwałtowne burze, lepiej nie wybierać się w wyższe partie. Chyba nie chcesz, żeby to był twój ostatni urlop? Pamiętaj też, że pogoda w górach może zmienić się w mgnieniu oka, dlatego bądź na te zmainy przygotowany.

6. Nie cwaniakuj!

Po szóste i najważniejsze: nie kozacz i nie cwaniakuj. Wszyscy wiemy, że masz fantastyczną kondycję i ogólnie ze wszystkim dasz sobie radę, ale, jeśli jesteś w górach po raz pierwszy, wybierz prostsze trasy. Codzienne ćwiczenia, a nawet bieganie na pewno znacznie ułatwią wędrówkę, ale, dopóki nie wiesz jak zareagujesz na ekspozycję lub znaczne różnice przewyższeń, przyzwyczajaj się do nich stopniowo. Rysy stoją na swoim miejscu od bardzo dawna i przyrzekam, że nigdzie nie uciekną. W kolejnych postach zaproponuję kilka letnich spacerów dla tych, którzy będa debiutować na tatrzańskich szlakach i podpowiem co warto zawsze mieć ze sobą.

To by było na tyle. Ci z was, którzy w górach zjedli sobie zęby stwierdzą pewnie, że nie ma bardziej oczywistych zasad niż te wyżej wymienione. Zgadzam się z tym w pełni, jednak kilkuletnie obserwacje przekonały mnie, że edukacji nigdy za wiele, bo najczęściej kuleją właśnie takie podstawy.

czwartek, 6 lipca 2017

Co zrobić, gdy spotkam niedźwiedzia w górach?

Co zrobić, gdy spotkam niedźwiedzia w górach?
Niedźwiedzie w górach

Sezon ogórkowy rozkwita, a zatem w grupach tematycznych, w których się udzielam zaczynają się pojawiać rozmaite pytania o szlaki dla początkujących (napiszę o tym za kilka dni), trasy dla rodziców z dziećmi, prawdopodobieństwo schudnięcia 15 kilogramów przy bieganiu 5 minut dziennie (sic!) i… o niedźwiedzie.

Osoby, które rzadko jeżdżą w góry lub planują zrobić to pierwszy raz panicznie boją się spotkać niedźwiedzia i zastanawiają się, co zrobić w takiej sytuacji. Kwestię roszczeniowych wpisów na temat tego, że TPN powinien informować turystów, gdzie widziano te drapieżniki litościwie przemilczę. :) W Tatrach żyje kilkadziesiąt osobników tego gatunku, z czego po polskiej stronie jest ich kilkanaście.

Ok, do rzeczy – co masz zrobić, gdy zobaczysz niedźwiedzia?

Jeśli nie masz czasu czytać całości lub preferujesz długość tekstu równą paragonom z Biedry, to napisze krótko: nic, oddal się spokojnie.

Wbrew temu, co może się wydawać, niedźwiedzie nie są zainteresowane ludźmi. Ile razy czytałeś w gazecie lub internecie o tym, że ktoś zginął w Tatrach lub Bieszczadach pożarty przez te zwierzęta? No właśnie. To powinno dać ci do myślenia w zestawieniu ze statystykami, przedstawiającymi ruch turystyczny.



1. Miśki unikają ludzi, więc zadbaj o to, by miały szansę usłyszeć cię i odejść. Rozmawiaj z towarzyszem wędrówki, a, jeśli idziesz sam, to gadaj do siebie. Jeśli jesteś względnie interesującą osobą – nie zanudzisz się. :) Postaraj się darować sobie boom boxy (tak, to historia prawdziwa)… Staraj się nie przebywać w górach po zmroku. Właśnie w takiej sytuacji spotkałam swojego pierwszego misia. Na szczęście już z samochodu.

2. Nigdy nie zostawiaj jedzenia i śmieci na szlaku. Pod żadnym pozorem nie karm dzikich zwierząt i zapewnij opiekę dla swojego pupila, bowiem w wielu miejscach nie wolno poruszać się z psem. Nie pytaj na forach, czy jest to rygorystycznie przestrzegane, tylko pomyśl przez moment. Dzikie zwierzęta mają doskonały węch, a twój towarzysz może być przez nie rozpoznany jako zagrożenie, co może skutkować nieprzyjemnymi skutkami dla niego, ale i dla ciebie. Dodatkowo szczekanie psa może stresować mieszkańców Tatr, a to ty jesteś tam gościem.

3. A co, kiedy już się spotkacie? Powoli i spokojnie odejdź. Niech nie przyjdzie ci do głowy uciekać, bo zwierzę kierowane instynktem może zacząć cię gonić, a tego chyba nie chcesz. Zazwyczaj to wystarcza.

4. Kiedy spotkasz małego, słodkiego misia powstrzymaj się od robienia zdjęć, a tym bardziej od prób bliższego zapoznania się z nim. Odejdź natychmiast. Niemal na pewno w pobliżu jest jego matka i, kiedy cię zauważy, może się nieźle wkurzyć, a wtedy próby spokojnego oddalenia się mogą spełznąć na niczym.

5. Inny scenariusz: nie zauważyłeś zwierzęcia i doszło do bliskiego spotkania. Podnieś spokojnie ręce i stanowczym głosem (nie krzycząc) mów do niego, nie patrząc prosto w oczy: spokojnie, nic ci nie grozi. Odchodzę, cofam się, jesteś bezpieczny. Nieważne, co mówisz – chodzi o pokazanie niedźwiedziowi, że jesteś człowiekiem i nie stanowisz zagrożenia. Kiedy zwierzę staje na dwóch łapach, nie oznacza to, że szykuje się do ataku. Po prostu jest ciekawe.

6. Kiedy jakimś cudem drapieżnik będzie się do ciebie zbliżał – udawaj martwego. Prawdopodobnie straci zainteresowanie i oddali się. Połóż się, osłoń kark, a nogi podkul pod siebie.


Na koniec najważniejsza i warta wielokrotnego podkreślenia rzecz – pamiętaj, że to ty, nie niedźwiedź, jesteś gościem w górach! Czytaj uważnie wszystkie tablice informacyjne, które są ustawione przy szlakach i bezwzględnie przestrzegaj wszystkiego, co jest na nich napisane. W większości można to ująć w kilku prostych słowach: nie bądź burakiem i myśl. 

sobota, 1 lipca 2017

Barkley Marathons - najtrudniejszy bieg świata?

Barkley Marathons - najtrudniejszy bieg świata?
najtrudniejszy Ultramaraton barkley

Wyobraź sobie, że masz przebiec 160 kilometrów z sumą przewyższeń prawie 20 000 m. To tylko dwa razy więcej niż w Ultra-Trail du Mont-Blanc. Już? A teraz dodaj do tego, że nie wystarczy odłożyć trochę grosza i opłacić pakietu startowego. Aby zostać jednym z 40 śmiałków, którzy zmierzą się z trasą, musisz napisać tekst, zatytułowany: "Dlaczego to właśnie ja powinienem pobiec w Barkley". W jakim terminie? Jeśli jeszcze nie wiesz, to znaczy, że nie zależy Ci wystarczająco. Potem pozostaje Ci wpłacić nieco ponad 1,5 dolara wpisowego, przywieźć tablicę rejestracyjną, skarpetki lub paczkę Cameli z filtrem i już! Proste, prawda? Czas na przygotowania! 

Barkley Marathons - najdziwniejszy bieg na świecie

Na 90-minutowy film dokumentalny o tych zawodach trafiłam na Netflixie. Ze szczątkowych opisów wynikało, że to zabawa dla prawdziwych szaleńców. Przeczucie mnie nie zawiodło! Po wypełnieniu specyficznych formalności oznaczasz sobie trasę na podstawie otrzymanej wcześniej mapy. Chyba nie muszę dodawać, że nie wolno ci zabrać ze sobą urządzeń z GPS ani telefonu?  Impreza rusza, gdy jej twórca, Gary Cantrell, odpali papierosa. Co to za gość?

maraton barkley usa
http://ultrarunnerpodcast.com
Choć sam pomysłodawca sporo biegał na dystansach ultra, własnej trasy nie przebiegł i był pewien, że nieprędko znajdzie się ktoś, komu się to uda. Cały pomysł przyszedł mu do głowy, gdy dowiedział się, że zabójca Martina Luthera Kinga, James Earl Ray podczas swojej ucieczki z więzienia pokonał zaledwie kilkanaście kilometrów w ciągu 55 godzin. Jako znawca tych rejonów (Tennessee w USA), uznał, że w tym czasie można by pokonać znacznie więcej.

Ultramaraton Barkley USA

Musiało minąć niemal 10 lat, by ktokolwiek znalazł się na mecie. I, wyobraźcie sobie, że dziś, 30 lat później, tych herosów jest zaledwie piętnastu. Dwóch z nich ukończyło trasę więcej niż raz.

Po drodze, w różnych warunkach atmosferycznych, przy braku snu i potężnych różnicach wysokości, zawodnicy muszą wykazać się wzorową orientacją w terenie, bowiem warunkiem zaliczenia biegu, oprócz ukończenia go przed upływem 60 godzin, jest dostarczenie wyrwanych stron książek, które ukryte są na trasie. Tytuły pozycji są bardzo motywacyjne.

Znajdziesz tu "Idiotę", "Śmierć w lesie", "Potępienie" czy "Raj utracony". Lepiej ich pilnować, bo w 2013 roku Jared Campbell zgubił gdzieś jedną kartkę i został zdyskwalifikowany. W 2017 roku inny zawodnik, Gary Robbins, spóźnił się na metę o 6 sekund. Nie miało to jednak wielkiego znaczenia, bowiem z dostarczonych stron wynikało, że pomylił trasę, co było równoznaczne z dyskwalifikacją.

Sądzę, że czujesz się wystarczająco zachęcony, by wpisać ten "bieg" na swoją bucket list. :)

Do biegania ultramaratonów mi bardzo daleko. Sądzę, że nigdy nie ukończę nawet ćwierci takiej trasy, ale tego typu filmy i literatura zawsze do mnie trafiają. Nie widzę w nich jedynie ludzi, którzy przebiegli 160 kilometrów, ale kogoś, kto na taki start poświęcił tygodnie treningów, specjalnej diety, a - co najważniejsze - kogoś, kto ma psychikę z żelaza.
Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger