niedziela, 8 października 2017

Do trzech razy sztuka: Wołowiec przez Grzesia i Rakoń

Tatry Dolina Chochołowska

Tatry Zachodnie. Wystarczy spojrzeć na dowolne ich zdjęcie, by dojść do wniosku, że jedyna trudność w wędrówkach polega na wypracowaniu w miarę dobrej kondycji. Jak jednak wiecie z jednej z moich relacji, nie warto sugerować się pierwszym wrażeniem, bo te rejony mogą być równie niebezpieczne jak Tatry Wysokie.

Przekonałam się o tym dwukrotnie – pierwszym razem trafiłam na fatalną śnieżycę, która odebrała mi  wszelką orientację w terenie i przysporzyła sporo strachu, drugim natomiast powalił mnie halny o prędkości, sięgającej niemal 100 km/h. Snowblind i When the Wild Wind Blows w praktyce.

Tym razem wszechświat był po mojej stronie – po wrześniowym załamaniu pogody, w Tatrach zapanowała złota polska jesień – taka idealna, książkowa. To musiało skończyć się dobrze. Człowiek miał stanąć na srebrnej górze.

Początek tej trasy to oczywiście parking na Siwej Polanie i nieco monotonne dojście do schroniska na Polanie Chochołowskiej. Mimo wszystko bardzo lubię tę rozgrzewkę, zwłaszcza, gdy jedyne, co niosę to aparat fotograficzny. :) Przy samotnych wędrówkach nie mam tego komfortu. Dodatkowo udało mi się pobawić chwilę ze szczeniakiem owczarka podhalańskiego.
tatry trasy grześ

Grześ Rakoń

Grześ Rakoń Wołowiec

Krótki przystanek w schronisku i chwilę później można się już zasapać, bowiem czeka nas podejście na Grzesia i Rakoń. Ten szlak znam jedynie w wydaniu zimowym, dlatego poświęcam kilkanaście minut na zdjęcia, moje pseudofilozoficzne rozmyślania, podziwianie ferii barw i ruszam dalej.  Już z Grzesia widać, że na Wołowcu panują zimowe warunki, ale napotkany po drodze turysta informuje, że to tylko wrażenie – samo podejście nie sprawia żadnych trudności i nie wymaga dodatkowego ekwipunku.

Chochołowska

 W tym momencie odetchnęłam z ulgą, bo przez dobrą chwilę miałam wrażenie, że znowu będę musiała odpuścić, a tego bym już nie zniosła. Pogoda na dalszej części szlaku była już mocno kapryśna – cel mojej wędrówki spowiły gęste chmury, a tempo marszu znacząco spadło z powodu zalegającego śniegu, na którym łatwo o poślizgnięcie.
dolina chochołowska



Nieco ponad pół godziny marszu z Rakonia i udało mi się wyrównać rachunki – Wołowiec został wpisany do mojego górskiego CV. Chmury, niczym na zawołanie, wykonały zgrabny taniec i przemieściły się w jednym kierunku po to, by  poprawić widoczność i zrekompensować dwie poprzednie próby. Jak zwykle na wymarzonych szczytach, zrobiłam kilka zdjęć, zjadłam triumfalnego banana i ruszyłam dalej.



Wołowiec Grześ Rakoń


We wstępnych założeniach planowałam zejść przez Kończysty Wierch, co bardzo polecam, jeśli dysponujecie odpowiednią ilością czasu. Ja wybrałam typowo zdjęciowe i luźne tempo, które i tak przyprawiło mnie o ból kolana, dlatego pozostał mi wariant zejścia Rakonia przez Wyżnią Dolinę Chochołowską. I tak zastał mnie zmrok, który w połączeniu z rykowiskiem jeleni stworzył niezły klimat. Nie bójcie się, te niepokojące dźwięki to nie niedźwiedzie, ale, jeśli spotkacie jakiegoś, to sprawdźcie, co wtedy zrobić.

Trasa, którą dziś zaproponowałam to klasyk w Tatrach Zachodnich. Jeżeli zdecydujecie się na jej rozszerzony wariant, to zwiedzicie spory kawał tego terenu. Myślę, że to dobra propozycja dla tych, którzy rozpoczynają przygodę z Tatrami i chcą zdobyć swój pierwszy dwutysięcznik, a także dla tych, którzy chcą poćwiczyć chodzenie w rakach na względnie bezpiecznym terenie. Wtedy samo podejście na Grzesia będzie świetnym treningiem. Dalszą wędrówkę pozostawiam waszej ocenie własnych możliwości.

Informacje praktyczne:

Trasa: Siwa Polana – schronisko na Polanie Chochołowskiej – Grześ – Rakoń – Wołowiec – Siwa Polana przez Wyżnią Dolinę Chochołowską

Czas: wzorcowo około 8,5 godziny, ale warto doliczyć trochę na jedzenie, zdjęcia i ewentualny odpoczynek

Widoki: przy dobrej pogodzie i po wyjściu ponad granicę lasu (pod Grzesiem) wspaniałe, ponieważ cały czas poruszamy się granią

Parkowanie/dojazd: przed wejściem na teren doliny znajduje się kilka sporych parkingów. Ja płaciłam 5 złotych za cały dzień, ale było to już po wysokim sezonie, więc można założyć, że koszt pozostawienia auta to około 10 zł. Oczywiście do Siwej Polany dojeżdżają także busy z Zakopanego. Kosztują kilka złotych w jedną stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger