sobota, 11 listopada 2017

Warto prosić o pomoc. Tatry i Kończysty Wierch

Warto prosić o pomoc. Tatry i Kończysty Wierch
tatry zachodnie trasy
Aura za oknem i śnieg w Tatrach budzi we mnie wspomnienia jednego z najpiękniejszych zimowych przejść, które zrobiłam w styczniu 2016 r. Było to dzień po nieudanej próbie wejścia na Wołowiec i bardzo stresującym powrocie, więc byłam już mocno zmęczona psychicznie.

Tym razem nie nastawiałam się więc na nic konkretnego – ot, spacer na Trzydniowiański Wierch, a potem się zobaczy. Gdy tylko wyjrzałam przez okno schroniska, wiedziałam, że to musi się udać. Ten dzień przywitał mnie zimą jak z pocztówki. Szybkie śniadanie, herbata w termos, kumpel pod pachę i w drogę!
Kończysty wierch trasa
kończysty wierch starorobociański wierch
Szybkie rozgrzanie zapewnił mi trekking na Polanę Trzydniówkę, a stamtąd już rozpoczął się szlak na Trzydniowiański Wierch. Niech nie zwiedzie Was nieco nudnawy marsz między drzewami – to powyżej granicy lasu zaczyna się bajka. Około dwie godziny później dotarłam do pierwszego celu. Wbiło mnie w śnieg i nie mogłam się ruszyć z wrażenia. W jednej chwili zapomniałam o śnieżycy, pooranej twarzy, problemach z powrotem i zerowej widoczności dzień wcześniej. Najlepsze dopiero się zaczęło!


W głowie zaczął mi już majaczyć Starorobociański, ale wolałam nie zapeszać i spokojnie wejść najpierw na pierwszy tamtej zimy dwutysięcznik, Kończysty Wierch. Im wyżej, tym bardziej zaczynało wiać, a odczuwalna temperatura sięgała bodaj -20 stopni. Dołączyła do nas dziewczyna, która bała się iść sama, więc parliśmy pod górę we trójkę, osiągając tempo żółwia.



Ostatnie podejście nieźle mnie umordowało, a potem zrobiłam jedną z głupszych rzeczy, które można zrobić. Z radości, że udało mi się tu wdrapać, zdjęłam rękawiczki i postanowiłam napić się triumfalnego kielicha herbaty. Proste równanie: siarczysty mróz plus metalowy termos plus goła ręka i niefrasobliwość daje nam błyskawiczne odmrożenie. Dokładnie w momencie, w którym należy już założyć raki i pozostać w nich jak najdłużej. Pół biedy wiązanie, ale moje nie były nawet ustawione na długość, więc z ograniczonym czuciem w dłoniach sprawa była beznadziejna, zwłaszcza, że musiałam poradzić sobie sama.


Nie będę oceniać towarzyszy podróży, bo wszystkim było bardzo zimno i zakładanie raków było tu nie lada wyzwaniem. Wiało naprawdę mocno i każdy chciał jak najszybciej zejść niżej. Z uwagi na moją sytuację, decyzja była jasna – wracamy tą samą trasą i odpuszczamy Starorobociański. A ja schodzę bez raków, bo wyczarowanie lepszego rozwiązania było w tamtej chwili niemożliwe. Nie jestem osobą, która potrafi prosić innych o pomoc, choć dzisiaj wiem, że w tamtym przypadku powinnam. Nasze ślady zostały już solidnie zawiane, ale na szczęście ze szczytu schodziliśmy większą, około dziesięcioosobową grupą, więc prościej było torować w śniegu. Szybko oddałam pierwszą pozycję osobom za mną i ostrożnie schodziłam z tyłu, cały czas ruszając dłońmi, by je rozgrzać. W tym czasie czytałam akurat „Atak Rozpaczy” Artura Hajzera, więc moja wyobraźnia w zakresie odmrożeń wędrowała już niemal w Himalaje. :) 

Do schroniska dotarliśmy zmarznięci, ale szczęśliwi. I tak udało się więcej niż zakładaliśmy. Szybko rozgrzałam ręce i wypiłam piwo zwycięzcy. Dzień później ustawiłam łączenie raków na odpowiednią długość i do dziś nie pozwalam nikomu ich dotknąć i czegokolwiek przestawiać przed moimi wyjazdami.

czwartek, 2 listopada 2017

Złota polska jesień w Karkonoszach: Śnieżka

Złota polska jesień w Karkonoszach: Śnieżka

W tym roku jesień przyniosła nam iście pocztówkowe krajobrazy. Najpierw cieszyłam się nimi w Tatrach, a potem we wrocławskich parkach. Pozostał jednak niedosyt, jak zwykle. Decyzja zapadła w chwilę – Karkonosze. Ostatni raz dobrą widoczność ze Śnieżki miałam kilka lat temu, więc wybór padł na ten popularny cel.

Dodatkowym czynnikiem był test biletu zintegrowanego na podróż z Wrocławia do Karpacza. Ostatecznie jednak stanęło na podróży autem, bo moje zdolności organizacyjne o 4:00 są znacznie ograniczone, a dzień wcześniej wybrałam się spontanicznie na mecz lokalnej drużyny, więc nie pozostało mi wiele snu.

Tuż po 6:00 byliśmy już na miejscu. Tym razem towarzyszył mi kolega, po którym można było spodziewać się aprobaty dla niecodziennej pory wycieczki. Rozpoczęliśmy przy Kruczych Skałach, a zaczęło się ciekawie, bo popsuł mi się jeden kijek. Moje kolano było w kiepskim stanie po tatrzańskich wojażach, więc komfort wędrówki zapowiadał się przeciętnie. Ostatecznie okazało się, że z jednym kijkiem też się da.

Pierwszy dłuższy postój przyniósł bajeczne widoki na miasto, budzące się do życia. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto wstawać o nieludzkiej porze. Na szlaku słyszysz tylko własne kroki i oddech.
Karkonosze szlak na śnieżkę
karkonosze trasy
Stróż spod Jelenki :)
karkonosze trasa

Ten zachwyt nad kolorami i fantastyczną pogodą spowodował, że nasza droga na szczyt nieco się wydłużyła, ale zaowocowała wieloma zdjęciami. Już przed południem na Śnieżce było tłoczno i gwarno. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do takiego widoku, bo jeszcze do niedawna w górach bywałam głównie w środku tygodnia.
karkonosze trasy

Był to pierwszy od kilku lat trekking na Śnieżkę, który przyniósł mi wspaniałą widoczność. W końcu nie bez powodu jest ona nazywana kapryśną górą.
karkonosze
karkonosze trasy




Na drogę powrotną wybraliśmy czerwony szlak przez Dom Śląski i Schronisko nad Łomniczką, a później odbicie na szlak żółty, gdzie było zdecydowanie mniej ludzi, ale także sporo drzew liściastych, które idealnie nadawały się na jesienną sesję na stronę Łukasza. Serdecznie Was zapraszam do obejrzenia jego zdjęć, bo ma do tego niesamowite serce (i oczywiście oko). Próbka ze wspomnianego żółtego szlaku poniżej.

Informacje praktyczne:

Trudność: przy dobrej pogodzie jedynie kondycyjna. Zimą i przy dużych prędkościach wiatru Śnieżka może być bardzo niebezpieczna. Niektóre odcinki w jej pobliżu są na ten czas zamykane - sprawdzajcie informacje na stronie parku.

Szczyt: obecnie obserwatorium nie działa. Jest jednak czeski punkt gastronomiczny, gdzie istnieje możliwość zapłacenia w koronach i w złotówkach, również kartą.

Trasa:
Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger