poniedziałek, 19 lutego 2018

Góry Bialskie – Rudawiec i wspaniały zachód słońca

Korona Gór Polski

Przejście na pięciodniowy tryb pracy wiąże się z nieco mniejszą swobodą wyjazdową niż wcześniej. Wszelkie trasy i wymarzone szczyty do zdobycia muszą walczyć o względy weekendów z obowiązkami i kolejnymi startami w biegach.

Tym razem zadbałam o to, by połączyć te kwestie i w sobotę przebiegłam wymagający cross w Trzebnicy, a już w niedzielę o 6:00 rozpoczęłam drogę ku przygodzie wraz z Ewą, którą poznałam przy okazji wyjazdu w Góry Złote. Prognozy na ten dzień były niepokojące, bowiem miał padać śnieg, a zapowiadana widoczność nie napawała optymizmem.

Umowa to umowa i pełne obaw ruszyłyśmy w drogę. Niepokój dotyczył głównie długości trasy i sumy przewyższeń, których nie mogłyśmy odespać, bo już w poniedziałek rano trzeba było zameldować się w pracy.

Nasza pętla miała swój początek w Bielicach, które są popularną bazą wypadową zarówno na Kowadło, jak i Rudawiec, szczyty, należące do Korony Gór Polski. Na dobry początek wędrówki do mojej listy szczytów KGP dołączył Rudawiec, otrzymując pechowy numer 13.


Dalsza droga mogłaby zyskać miano krzyżowej. Szlak był totalnie nieprzetarty, a my zapadałyśmy się po uda w śniegu. Wierzcie mi - wyciągając cały swój ciężar z kolejnych dziur żałowałam każdej zjedzonej kostki czekolady.


Później było nieco lepiej, głównie dzięki narciarzom, którzy dobrze ubili śnieg. W znacznie bardziej komfortowej części trasy dotarłyśmy na Jawornik Graniczny, a następnie na Przełęcz Płoszczyna, gdzie zatrzymałyśmy się w klimatycznym drewnianym pomieszczeniu.


Następnie nieoznakowana droga doprowadziła nas do niebieskiego szlaku, prowadzącego do Przełęczy Suchej i dalej na Czernicę. Dwa tygodnie wcześniej nie zdecydowałam się wejść na wieżę widokową, bowiem zachmurzenie było tak duże, że nie miało o żadnego sensu. Duży zawód tamtego dnia został mi wynagrodzony z dużą nawiązką. Zobaczcie sami.






góry bialskie



Po takim weekendzie poniedziałek mi niestraszny, choć każdy mięsień w nogach przypomina mi o 40 kilometrach, przebiegniętych i przewędrowanych w ciągu tych dwóch dni. Nie muszę chyba wspominać o tym, jak sprawdziły się prognozy pogody.

Informacje praktyczne: 

Trasa:
 
Trasa: Bielice, leśniczówka – Bielice, leśniczówka | mapa-turystyczna.pl

Parking: Dostępny przy leśniczówce. Zimą nie powinno być problemu z pozostawieniem samochodu.
Inne: Należy wziąć pod uwagę fakt, że to dość długa trasa, więc czołówka i wszelkie odblaski są obowiązkowe. Oprócz tego przyda się w miarę dobra kondycja, bowiem cała wędrówka odbywa się w kopnym śniegu, a jej 20%  to naprawdę solidne torowanie. W związku z tym należy bardzo uważnie pilnować oznaczeń szlaków, by się nie zgubić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger