poniedziałek, 19 marca 2018

Powrót zimy: Szczeliniec Wielki

Powrót zimy: Szczeliniec Wielki

Góry stołowe
Ostatnio relacjonowałam swoje ostatnie zimowe wyjście w tym sezonie i byłam przekonana, że dodatnie temperatury zostaną z nami na stałe. Jakież było moje zdziwienie, gdy w ciągu kilkunastu godzin Polskę zasypały zwały śniegu, którym towarzyszyły niezłe mrozy.

Tę trasę miałam już jednak w planach od miesiąca, a istnieje niewiele czynników, które zatrzymałyby mnie w domu, więc sobotę przywitałam klasyczną kawą na stacji benzynowej. Tym razem propozycja w grupie sudeckiej spotkała się z uznaniem i na szlak dotarliśmy 5-osobową ekipą. Ot, urok nieco bardziej „oklepanych” szczytów.
błędne skały

błędne skały

Sama pętelka była jednak mniej oklepana, bowiem w ostatecznym rozrachunku wyniosła ponad 20 kilometrów. Rozpoczęliśmy ją w Karłowie i stamtąd udaliśmy się w kierunku Błędnych Skał, które oczywiście nie były udostępnione do zwiedzania z uwagi na aurę. A ta była daleka od komfortowej – kilka zejść zrobiłam klasycznym dupozjazdem, by uniknąć ewentualnych uszkodzeń. Wtedy też przypomniałam sobie wezwanie TOPR-u do odmrożenia pośladków i przyspieszyłam nieco, by nie podzielić tego losu. Wiatr wiał jak szalony, zwłaszcza na otwartych przestrzeniach, którymi poruszaliśmy się momentami.


Gdy moje dłonie nie były już w stanie włączyć aparatu, dotarliśmy do Pasterki. Gorąca herbata i Pierogniew nieco dodały animuszu, ale najpiękniejszym uczuciem była zmiana polarowych rękawic na narciarskie. Mimo wszystko, trudno było wyjść z ciepłego pomieszczenia i ruszyć dalej, gdy pierwsze kilka kilometrów od razu dało człowiekowi w kość.


Na szczęście poruszaliśmy się głównie między drzewami, więc komfort wędrówki znacząco wzrastał. Chwilę później okazało się, że wybór żółtego szlaku jeszcze pod Pasterką był chybiony – znacznie skrócił on zakładaną przez nas 20-kilometrową pętlę. Po dokonaniu tego spostrzeżenia uznaliśmy, że zrezygnujemy z podejścia prosto na Szczeliniec i obejdziemy go jeszcze niebieskim szlakiem.


Przeszliśmy przez charakterystyczne Skalne Wrota i znaleźliśmy się blisko Wodospadów Pośny, których żadne z nas dotąd nie widziało, więc nadłożyliśmy około 50 minut stromego zejścia i powrotu, by zobaczyć ten mało imponujący widok. Trzeba jednak przyznać, że samo dojście do wodospadów było niezwykle urokliwe. Być może przy lepszej aurze i po opadach całość prezentuje się nieco lepiej.




Po wdrapaniu się z powrotem do punktu wyjścia, udaliśmy się prosto na Szczeliniec Wielki. Nie jestem pewna, jak smakuje złoto, ale grzane wino w schronisku po takiej trasie prawdopodobnie bije je na głowę. Oczywiście nie uświadczyliśmy tam żadnej panoramy, ale satysfakcja była niesamowita.
Zintegrowaliśmy się nieco przy obiedzie i zeszliśmy do Karłowa, podziwiając jeszcze pojedyncze formacje skalne.



W takie dni jak ten trudno liczyć na imponujące fotografie i prześwitujące między drzewami sąsiednie pasma górskie, ale mają one swój urok. Gdy czytasz książkę pod kołdrą i masz wyrzuty sumienia, że jesteś leniwą bułą, przypominasz sobie dzień, w którym wstałaś o 5 rano tylko po to, by łazić po mrozie przy dmuchającym wietrze i wiesz, że tak trzeba żyć. :)

Informacje praktyczne: 

Trasa:  


Parking:
w Karłowie jest kilka parkingów, podobnie jak przy samym wejściu na schody ku Szczelińcowi. Latem panuje tam prawdziwy jarmark ze smrodem kiełbasy i goframi, więc raczej unikałabym wycieczki w popularnych terminach.

Jedzenie:
Na trasie mijamy Pasterkę, a na samym Szczelińcu znajduje się kolejne schronisko, więc z głodu racze nie padniemy.

poniedziałek, 12 marca 2018

Korona Gór Polski: Jagodna i Orlica w jeden dzień

Korona Gór Polski: Jagodna i Orlica w jeden dzień
Korona Gór Polski

Pierwsze dni marca były prawdopodobnie ostatnimi chwilami solidnego mrozu w Sudetach. W ramach realizowania mojego projektu Korony Gór Polski wybrałam się na Jagodną i Orlicę wraz z Ewą, którą poznałam w grupie miłośników Sudetów.

Dzień zapowiadał się pięknie już w momencie zakupu porannej kawy na stacji benzynowej – pięknie wschodzące słońce przekonało mnie, że lubię wstawać skoro świt, choć potrzebuję dobrej chwili, by to zrozumieć.

Na pierwszy rzut wybrałyśmy Jagodną i krótką, 15-kilometrową, pętlę ze schroniska w Spalonej.  Podejście na szczyt jest bardzo łagodne i mało wymagające, ale spory mróz dawał mi się we znaki, znacznie utrudniając obsługę aparatu. Krajobraz był w zasadzie ciągle ten sam – śnieg i ślady biegówek.
Korona Gór Polski

Korona Gór Polski

Korona Gór Polski

Korona Gór Polski

Na powrót do schroniska wybrałyśmy z kolei żółty szlak, który oferował nieco odmienne widoki i miejscami nieprzetarte ścieżki, do których zdążyłam się już przyzwyczaić w ostatnich tygodniach.
Po zejściu do PTTK Jagodna, które, jak widać na zdjęciu, jest najwyżej położonym schroniskiem w Polsce, napiłyśmy się herbaty i udałyśmy do auta, by pojechać do Zieleńca.

Mimo pięknej, słonecznej pogody i 13:00 na zegarku, udało nam się znaleźć miejsce parkingowe nieopodal stoku i chwilę później byłyśmy już na czerwono-niebieskim szlaku w kierunku Masarykovej Chaty.
Korona Gór Polski

Korona Gór Polski

Korona Gór Polski

Po raz drugi tego dnia dzieliłyśmy trasę z narciarzami. W tym miejscu chciałabym podkreślić coś, co zawsze uznawałam za oczywiste, ale widocznie niesłusznie. Szlaki, które są oznaczone na mapach i na drzewach są szlakami PIESZYMI i można się nimi poruszać przez cały rok, z wyjątkiem niebezpiecznych odcinków zamykanych w zimie, o czym informują strony parków narodowych oraz GOPR. To, że zimą są tam poprowadzone także szlaki dla narciarzy zjazdowych lub założone ślady biegówek NIE oznacza, że nie wolno się tamtędy poruszać. Tak, z taką uwagą spotkałyśmy się, proponując wspólny wyjazd w internecie.

Oczywiście konieczne jest poszanowanie czyjejś pracy i komfortu, toteż nie depczemy śladów biegówek i w miarę możliwości poruszamy się środkiem lub mocno z boku. Ot, wzajemny szacunek.

Po krótkim odpoczynku w schronisku, ruszyłyśmy czerwonym szlakiem w kierunku Orlicy. Wykonałam tu masę zdjęć, bo gra słońca i śniegu idealnie zaspokajała moją ogromną potrzebę obcowania z pięknem. Góry sprawiają, że każda pora roku i każda aura jest odpowiednia, by trochę pochodzić.
Korona Gór Polski




Niecałe dwie godziny wędrówki i dotarłyśmy pod Orlicę. Ten szczyt w mojej Koronie Gór Polski pojawił się już sporo wcześniej, ale tym razem dotarłam tam zupełnie inną drogą i w nieco trudniejszych niż letnie warunkach. Na samym wierzchołku spędziłyśmy około trzech minut, bo powoli traciłam już czucie w palcach, więc szybki marsz był bardzo wskazany.


Korona Gór Polski


Na powrót do Zieleńca wybrałyśmy zielony szlak do Schroniska Orlica przez Kamień Rubartscha. Po dotarciu do miejscowości rozpoczął się najtrudniejszy dla mnie fragment – maszerowanie poboczem ulicy przy -11 stopniach mrozu i nieco jarmarcznym klimacie narciarskiej mekki.

A chwilę po tym, jak usiadłam na fotelu pasażera, poczułam znane mi doskonale i jakże uzależniające uczucie niczym niezmąconego spełnienia.

Informacje praktyczne:

Parkowanie: Przy pierwszej pętli auto zostawiłyśmy pod schroniskiem Jagodna. Proponuję udać się tam bardzo wcześnie, ponieważ, jak zwykle, gdy można gdzieś dojechać autem, to ludzie właśnie tak zrobią. :)

Przy pętli na Orlicę auto zostawiłyśmy na darmowym parkingu pod wyciągami. Niemal w całym Zieleńcu nie są pobierane opłaty za parkowanie.

Jedzenie: Tego dnia mijamy trzy schroniska: Jagodna, Masarykova Chata i Orlica. W każdym z nich można także wbić pieczątkę, dokumentującą daną trasę.

Trasa:
Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger