czwartek, 12 lipca 2018

Tatry: Siklawa i Dolina Pięciu Stawów Polskich

jak dojść siklawa

Często dostaję od Was wiadomości, dotyczące szlaków dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z wyższymi górami. Dzisiejsza propozycja będzie doskonała dla tych, którzy chcą się trochę zmęczyć, ale nie czują się na siłach, by zmierzyć się z dużą ekspozycją w Tatrach.

Spacer rozpoczynamy od parkingu w Palenicy Białczańskiej, trzymając się czerwonego szlaku, wiodącego asfaltem, który ciągnie się aż do Morskiego Oka. My jednak skręcamy w prawo za Wodogrzmotami Mickiewicza, wybierając szlak zielony.



Prowadzi on przez Starą Roztokę aż do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Tego samego ranka przeczytałam ostrzeżenie o niedźwiedziu, który grasuje w tamtych okolicach i zachowuje się nienaturalnie, podchodząc do ludzi. To nieco zwiększyło moją czujność, ale nie przestraszyło mnie na tyle, by zrezygnować z tego wariantu.

Po niecałych dwóch godzinach dochodzimy do rozejścia się szlaków - czarny prowadzi stromym podejściem prosto do schroniska, zielony zaś obejmuje Siklawę, największy wodospad w Polsce. Oczywiście polecam wam wybór tejże wersji podejścia.



Ten widok robi niesamowite wrażenie - oczyszczające mentalnie kaskady wody, mokre kamienie, tęcza widziana między kroplami i ja - mały człowiek pośrodku tego wszystkiego.

Od Siklawy do schroniska dzieli nas zaledwie kilkanaście minut. Zamawiamy sałatkę i cieszymy się wspaniałym widokiem, rozpościerającym się dokoła. Pomiędzy turystami przechadza się lisica. Zebrani się cieszą, karmiąc ją kanapkami. Jest mi po prostu smutno, bo nie mają pojęcia, że skazują to zwierzę na śmierć.


 Synantropizacja dzikich gatunków to bardzo złe zjawisko, dlatego przypominam wpis o tym, czego nie robić w górach. Pamiętajcie o zabraniu nie tylko mapy, ale i mózgu, bo karmiąc dzikie zwierzęta robicie im ogromną krzywdę. 


Poranny plan zakładał Kozi Wierch, jednak zbierające się chmury zapowiadają rychłe nadejście burzy z deszczem. Nie tym razem.

Postanawiamy zejść przez Świstówkę Roztocką - to fantastyczna opcja dla tych, którzy chcą zaliczyć Morskie Oko tego samego dnia, a jednocześnie zobaczyć coś więcej niż leśny krajobraz. Zaczyna grzmieć, co dodaje nam siły w nogach. Zakładamy płaszcze przeciwdeszczowe i pędzimy do kolejnego schroniska, dbając o to, by nie stracić zębów na śliskich kamieniach.



Szybka kawa i ruszamy asfaltem w kierunku parkingu. Workowate płaszcze wyglądają tak zabawnie, że cały czas duszę się ze śmiechu. :) Nie ma nad czym ubolewać, nie pierwszy raz musiałam zmienić plany przez pogodę i przekonałam się już, że po moim powrocie góry nadal stoją na swoim miejscu. No, może z wyjątkiem sytuacji obrywu skalnego pod Niebieską Turnią.


Po dotarciu do auta przeczytałam informację o tym, że trzech totalnie pijanych Ukraińców kąpało się w Wodogrzmotach i sytuacja zakończyła się interwencją policji oraz mandatem. Mijałam ich na parkingu, kiedy siedzieli pod parasolem i wlewali w siebie puszki piwa. Nigdy bym nie pomyślała, że ktokolwiek w takim stanie wejdzie na szlak. Mało jeszcze wiem o świecie.

Informacje praktyczne:

  • Parking w Palenicy Białczańskiej kosztuje 25 zł za dobę i w sezonie warto tam być już w okolicach 6 rano. Serio!
  • W całej pętli mijamy aż trzy schroniska, bo po Morskim Oku można odbić jeszcze do mojej ukochanej Roztoki, więc o ciepły obiad nie musicie się martwić.
  • Co zrobić, gdy spotkasz niedźwiedzia? 
Trasa: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Sięgając nieba , Blogger